A jednak można 

                                                           Zygmunt Piasecki

                                                     

                                  Starość może być radosna

                                      

 

                                     (Świat ludzi starszego wieku) 

 

                                                           Zygmunt Piasecki

                                                     

                                  Starość może być radosna

                                      

 

                                     (Świat ludzi starszego wieku) 

              

Starość może być radosna

 (Świat ludzi starszego wieku) 

  Słowo od autora

gif

 Nowa książka Zygmunta Piaseckiego.


Zygmunt Piasecki -pisarz, poeta, autor trzech książek: „ Niezwykłe dzieje zwykłych ludzi na Kujawach 1939-1990”, ”Dzieje powiatu radziejowskiego w latach 1956-1990”, ”Starość może być radosna”, „Polacy dokąd zmierzacie…?”.  o którym można więcej przeczytać na stronie, jak i zapoznać się z jego twórczością, a także przeczytać ostatnia książkę - A jednak można- jeśli się tego chce – (Stare i nowe życie alkoholika).  Ten 80 letni człowiek tak widzi z perspektywy przeżytych lat pewne fakty i zastanawia się Oczywiście można się z tymi ocenami zgadzać lub nie, ale myślę, że warto na te tematy zastanowić się i wysnuć z nich własne wnioski. Książka przygotowana jest do druku. Można w pliku PDF pobrać z tej strony.

Co można powiedzieć o tej nowej pozycji autorstwa Zygmunta Piaseckiego. Wydaje się ,że jest głęboka refleksją nad dramatem wielu ludzi jakim jest alkoholizm. Stanowi studium rozważań nad życiem alkoholika i jego rodziny, ale także sugestią terapii pomocowej w zwalczaniu tej grożnej choroby. Wątek historyczny zawarty w tym opracowaniu pobudza sumienie i refleksje nad wydarzeniami w najnowszej historii naszego narodu. Daje impuls do działań o charakterze przyśpieszającym rozwój kraju oraz urzeczywisnienie społecznej sprawiedliwości.

Jak mówi autor „ To nie polscy robotnicy obalili państwo realnego socjalizmu, lecz hołota wywodząca się ze wszystkich warstw i grup społecznych. To hołota pomogła polskim herostrasom zawłaszczyć państwo. Po wydarzeniach w latach osiemdziesiątych Polska utraciła szansę na budowę państwa dobrobytu dla wszystkich obywateli – na długie lata”

Stwierdzenie mocne, ale na ile zasadne myślę, że po przeczytaniu każdy wyrobi sobie o nim zdanie.

 Karol Szmagalski

==============================================================

         Starość, wielka skala problemu, bo dotyczy około 9 mil. obywateli naszego kraju. Do około 30 – sto letniego okresu aktywności zawodowej, człowiek – obowiązkowo – przygotowuje się przez przybliżoną liczbę lat. O starości, która może trwać nawet 25 lat, myśli się dopiero po jej nadejściu. Brak przygotowania do starości, niewątpliwie nasila trudności w przystosowaniu się do jej niewygód, nawet tych fizjologicznych.

gifgifgifgifgif

 

            Jeśli coś o życiu w starości napisano, to najczęściej w fachowej literaturze (gerżatrii) trudno dostępnej i przystępnej dla ogółu zwykłych czytelników. Ilekroć zajrzeć do książek z działu ,,jak żyć” czy ,,psychologia dla wszystkich”, to panuje w nich najczęściej duch amerykański. W dużych miastach dla nielicznej grupy organizowane są uniwersytety starszego wieku. Wiele ciekawych i interesujących wiadomości o lekach stosowanych w chorobach starszego wieku przeczytać można w miesięczniku ,,Zdrowie seniora”. (z żółtych karteczek samoprzylepnych)

            Nie mam ambicji napisania systematycznego wykładu, czy jakiejś własnej teorii uczuć. Nie zamierzam też czytelników o czymkolwiek pouczać. Staram się tylko pobudzić – czytelnika i własną pamięć z praktyki długiego życia. Sami państwo wiecie bardzo dużo, ale nie zawsze macie odwagę i chęć ruszyć te pokłady nagromadzonej z wiekiem wiedzy i doświadczenia.

           Jestem przeciwnikiem – tak zwanego – samo leczenia polegającego na tym, że ,,jeśli lekarstwo pomogło znajomemu, to także mi pomoże”. Każdą chorobę rozpoznaje i leczy lekarz. Jednak – jak mówią lekarze – w około 70 procentach, stan zdrowia człowieka, zależy od niego samego. O tym właśnie staram się opowiedzieć w tej książce. Pzedstawiam typowe przykłady, jak można normalnie żyć w starości.

Publikacja nie jest instrukcją jak żyć w starości, ale wiele uogólnień ma cechy porad. Oczywiście, jest to punkt widzenia autora – poparty licznymi wywiadami wśród przyjaciół i znajomych. Część książki o tematyce medycznej, napisałem współpracując z lekarzem medycyny Andrzejem Wisłockim i mgr pielęgniarstwa, Aleksandrą Kamińską - Roszak. Za współpracę i pomoc serdecznie dziękuję.

           Mam już 80 lat i wydaje mi się, że wiem, jak żyć ze starością, jak utrzymywać się w stanie możliwie najbardziej czynnego życia. Wiem, że obrona przed starością wyraża się w życiu czynnym, a nie trwaniu w bierności.

            Przedstawiam mój punkt widzenia, ponieważ wydaje mi się, że moje działania są skuteczne, jednak – oczywiście, nie po to, żeby ktoś żył tak, jak ja, tylko, aby umożliwić czytelnikom, skrystalizować własne poglądy na życie w starości.

            Jeżeli książka wywoła refleksje nad życiem w starości, jeżeli pomoże czytelnikowi lepiej radzić sobie z problemami starości, uczynić ją łagodniejszą i radośniejszą, autor będzie mógł uznać swe przesłanie za spełnione.


                                                                 
1. Istota starości.

 

            Starość jest jednym z okresów naszego życia. Jej rzeczywisty początek wyznacza pojawienie się różnych biologicznych, psychologicznych, a także socjalnych zmian. Ich nasilenie może być najbardziej obiektywną miarą zaawansowania starości. Wszyscy boimy się starości, aczkolwiek poszczególne osoby starzeją się w tempie niejednakowym.

            Starzenie się człowieka jest w swej istocie dalszym ciągiem zmian, które od chwili zapłodnienia komórki jajowej, toczą się nieprzerwanie ,,wymuszone’’ bądź to zapasem genetycznym, bądź też wpływem środowiska w jakim żyje człowiek. Z czasem dochodzi do stopniowego nagromadzenia szkodliwych nieprawidłowości w potoplaźmie, a nawet w ślad za tym postępuje ograniczenie sprawności całego organizmu.

         Człowiek na skroniach siwieje, na skórze pojawiają się zmarszczki, a na wychudzonych dłoniach ukazują się niebieskie, skręcone ,,rzeczki” żyłek. Człowiek brzydnie – czasem garbacieje, niedołężnieje, kuleje, a na skutek licznych schorzeń, cierpi ból. Traci dawnych przyjaciół, kolegów. Czuje się opuszczony, samotny, narażony na utratę szacunku i godności. Ludzie boją się tego przyspieszenia zmian starczych związanych z pogorszeniem wyglądu. Ta obawa występuje w szczególności u kobie

                                                    

          Człowiek od dawna marzy o tym, żeby starość opóźnić. Od wieków spekulatywne dociekania zmierzały do odkrycia kamienia filozoficznego, eliksiru życia z panaceum (od greckiego pana keia), czyli uniwersalnego środka na wszelkie choroby. Łukasz Gołębiowski w dziele ,,Damy i dwory” wspomina, że wódka jest wynalazkiem Niemców (XIV w.) i zwana była tam akwawitą (aqua vitae), gdyż miała przedłużać życie. Dziś wiemy, że nawet na etapie ,,rauszu”, pewna ilość szarych komórek zamiera. Natomiast uczestnik libacji może stracić około sięcy mórek.

          Czy zapobieganie starości ma obecnie jakieś uzasadnienie naukowe i czy wysiłki w tym kierunku mogą zakończyć się chociażby częściowym powodzeniem? Odpowiedź na to pytanie nie może być jednoznaczna. Trzeba bowiem odróżnić pojęcie tak zwanej starości fizjologicznej, czyli normalnej od starości patologicznej, inaczej mówiąc nieprawidłowej, czyli przedwczesnej lub nadmiernej w stosunku do wieku. Starość fizjologiczna powinna zaczynać się jak najpóźniej, być długotrwałą, a ponadto starość fizjologiczną powinna cechować sprawność umysłowa i fizyczna w stopniu pozwalającym na świadome – oraz w miarę spokojne przeżywanie tych lat. Starość patologiczna jest przede wszystkim wcześniejsza i krótka, szybko prowadzi ona do niedołęstwa i uzależnienia od pomocy osoby drugiej. 

                                                                   

           Można wymienić wiele warunków udanej starości, lecz za najistotniejsze uważa się: dobry stan zdrowia somatycznego z zachowaniem sprawności umysłowej, bezpieczeństwo socjalno – ekonomiczne, sprawność fizyczną (samoobsługa), komfort środowiskowy (towarzyski), mieszkaniowy, nie poddawanie się nostalgii i smutkowi przemijania.

                                                                 
                                             

            Pamiętam jak byłem małym dzieckiem, mama oglądała moje dłonie i mówiła – Zysiu masz takie małe rączki, kiedy one zaczną pracować? – Pamiętaj – powiedziała – jak będziesz dobrze się uczył, pracował i nie lenił się, to znajdziesz skarb długowieczności. Była pracowitą i mądra kobietą, w somatycznym i psychicznym zdrowiu żyła 86 lat.

            Starość może być krainą dobroci i radości, wszystko zależy od tego ,,jak sobie pościelimy”. Życie jest piękne w każdym wieku, tylko piękno życia trzeba umieć dostrzec. Często piękno życia dostrzegamy przez muzykę, dobroć i miłość. Jeśli już na twarzy pojawią się zmarszczki, to niech będą lepiej więcej od śmiechu, niż od płaczu...


                                                                            

Starość jest drugim początkiem tego samego życia.

gif

 

 

 

            Starość nie powinna niszczyć normalności życia. Tylko niewiedza, lenistwo i odpryski złości mogą utopić normalność starszego człowieka. Życie w starości jest to samo jak w młodości, ale nie takie same. Napotykamy na różnego rodzaju ograniczenia, z którymi uczymy się żyć. Problem polega na tym, czy korzystamy z doświadczeń innych, czy uczymy się na własnych błędach?

            Nikt, nikogo nie uczy jak żyć w starszym wieku. Każdy sobie radzi, jak może. Jeden trochę lepiej, drugi trochę gorzej. Kiedyś ludzie żyli znacznie krócej i dlatego nie mamy nawyku przygotowywania się do życia w starszym wieku. Brak przygotowania do starości, niewątpliwie nasila trudności w przygotowaniu się do jej niewygód, nawet tych fizjologicznych.

            Być może wśród czytelników znajdą się osoby (sceptycy), którzy wskażą na  90 – latków i powiedzą – tych ludzi nikt nie uczył życia w starości, a godnie przeżyli bardzo wiele lat. Być może los sprawił, że żyli w bardzo dla nich sprzyjających warunkach – natura obdarzyła ich silnym organizmem i mądrością. Nie każdy fizyczny lub psychiczny ból powoduje śmierć, lecz tylko cierpienie – zewnętrznie niewidoczne.

            Są ludzie, którzy przez życie idą tak cicho, jak jesienią spadający liść z drzewa, tak cicho, aby nawet ich własny los tego nie słyszał. A inni idą przez życie, przy biciu w bębny, hałaśliwie dyrygując swoim losem. Jedni żyją dłużej, inni żyją krócej. Mówiąc, że każdy powinien zadbać o swoja przyszłość, mamy na myśli, przede wszystkim byt materialny. Rzadziej zastanawiamy się, czy z ta ,,zapewnioną” przyszłością w starości umieli będziemy żyć. Więc – obowiązkowo – zdobywajmy wiedzę i uczmy się żyć w starszym wieku...


Trudny okres adaptacji

gif

 

 

 

             Nie ulega wątpliwości, że pod względem zdrowotnym starość jest okresem szczególnym. W tym bowiem czasie częściej i nieco inaczej się choruje, ale co najistotniejsze – w miarę upływu czasu, rozwijają się pewne niekorzystne zmiany, do złudzenia przypominające, stany poważnych chorób. I właśnie starość wysuwa potrzebę poznania istoty procesów starzenia oraz wypracowania skutecznych metod postępowania prewencyjnego, które łagodzą starość, czynią ją co najmniej znośnym okresem życia.

         Poważnym źródłem niepokoju ludzi starszych bywa niepewna sytuacja materialna. W związku z przejściem na emeryturę, dotychczasowe możliwości awansu zostają zamienione na bierną zależność od systemu emerytalnego. Izolacja psychiczna i społeczna daje znać o sobie już po kilku miesiącach zaprzestania pracy zawodowej. Szczególnie trudno okres adaptacyjny przeżywają osoby, które pełniły kierownicze funkcje. Czują bolesne rozgoryczenie do ,,przyjaciół”, którzy składali życzenia, przynosili prezenty, a  teraz udają, że byłego szefa nie znają.

       Bardzo negatywną rolę odgrywa tradycyjnie, niekorzystny w społeczeństwie obraz starości, a w szczególności niechęć do ludzi starszych – demonstrowana przez młode pokolenie. Minęły czasy, w których szanowano starsze osoby, kiedy mówiło się ,,starość jest mądra”. Dziś mądry jest komputer, ale komputer ludzi do siebie nie zbliża. Jeśli młody człowiek nie jest zarozumiały i w wątpliwych sprawach radzi się starszych, doświadczonych osób, np. ojca lub matki, to popełnia mniej błędów. ,,Kto pyta, ten nie błądzi” – mówi ludowe porzekadło. Młodzi mądrzejsi są o wiedzę przekazaną im przez starszych. Starzy ludzie wiedzą rzeczy, których ludzie młodzi nie potrafią nawet się domyśleć. Coś, co budzi w nich spokój, ale także coś, co budzi w nich nipokój.

            Dziś starość, to wstydliwy etap życia, hamulec rozwoju. Nikt nie chce być starym, brzydkim, głuchym, ślepym, ani nikomu niepotrzebnym – człowiekiem. Taki patologiczny obraz starego człowieka od lat funkcjonuje w opinii społecznej naszego kraju. Zastanawiające jest, kto taki wirtualny obraz starszego człowieka maluje i w czyim interesie. Być może daje tu znać o sobie tak zwana ,,obsesja starego ojca”? stanowiącego przeszkodę w awansie ludziom młodym. Od zarania ludzkości pastuch chciał być pasterzem...

            Starość jest świątynią pracy, a często przelanej krwi o wolność narodu. Jeśli nawet ludzie młodzi budują rzeczy nowe i lepsze, to fundamentem wszystkiego, jest to, co było pierwsze. Nie wolno zniszczyć międzypokoleniowego przymierza, które jest ciągłością narodu i państwa. Starsi ludzie na ogół wiedzą ile nie wiedzą i są pokorni wobec bardzo złożonej rzeczywistości. Solidarnie dzielą się swoim doświadczeniem i dorobkiem z młodymi. W tym wyraża się dbałość o zachowanie łańcucha życia narodu. Jeśli młodzi nie uszanują ,,plonów ze starego ziarna” to jej przyszłość będzie marna. Rzeczywistość pokaże swój gniew i pozbawi Polaków ojczyzny lub uczyni z młodzieży koczowników szukających pracy na obczyźnie.
                                                                 
                                                           

               Ciekawiło mnie, co i jak, myślą dorosłe dzieci o swoim ojcu (matce) – dziadku ich dzieci – po przejściu jego na emeryturę? Kiedyś – przypadkowo – podsłuchałem rozmowę – na interesujący mnie temat – córki z ojcem, emerytem. – Tato – tłumaczyła córka – bądź bardziej wyluzowany, minęły czasy, kiedy byłeś młodszy, na wysokim stanowisku, gościłeś znajomych, kiedy bywały u Ciebie osoby, którym opłacało się być blisko Ciebie. Teraz rządzą inne prawa Twojego ,,rynku”. Zajmuj się Twoim zdrowiem, czytaj książki, masz telewizor, komputer podłączony do Internetu, zaloguj się do ,,Naszej klasy”, odnajdziesz dawnych znajomych. Możesz pojechać do sanatorium. Zajmuj się wnukami, które Cię bardzo kochają.

       
                                     

             Rzecz polega na tym, czy taka wąska przestrzeń życiowa – w drugiej połowie życia wystarczy? Przecież, to takie bycie nikim, bez możliwości tworzenia czegoś nowego, bez uczucia radości z osiągniętego sukcesu, bez bycia kimś, kogo się ceni, który wiele znaczy i nie można go lekceważyć, poniżać.

              Po przejściu na emeryturę lub rentę, człowiekowi trudno zaadaptować się do nowych warunków życia. Naszym najpilniejszym zadaniem – po przejściu na emeryturę, jest zastanowienie kim – ze swoją starością – jesteśmy. Świadomość kim się jest, to zasadniczy warunek każdej osobowości. Jeśli uświadomimy sobie, kim jesteśmy we współżyciu z rodziną, to nasze życie będzie efektywniejsze. Nie pozwalajmy nadmiernie sobą rządzić. Zachowujmy własne rozeznanie w otaczającej nas rzeczywistości i wolną wolę działania. Nie dajmy się zdominować starości i związanych z nią zdarzeń. Tego nie da się zrobić inaczej, niż całym sobą, swoją wolą. To jest nasze życie. Trzeba jednak siebie mieć. Człowiek stary musi być mądry, kochać życie i dzielny, żeby okiełznać starość. 


Miłość jest radością życia.

 

 

 

            Nie bójmy się miłości, która ściśle łączy się z instynktem życia. Jeśli rano mamy się dla kogo obudzić, nie zauważymy pewnych uciążliwości starości. Każdy moment miłości, może być radością życia. Znane są różne formy miłości: macierzyńska, ojcowska, dzieci do rodziców, które bronią nas przed uciążliwościami starości. Jak się do kogoś bliskiego przytulisz, to potem jest Ci o wiele lepiej. Podanie herbaty, gest, dobre słowo – wypełniające ciszę: uśmiech, troska, czułość są - miłością.

            W życiu bywają chwile zwątpienia – nawet w miłość najbliższych nam osób ,,człowiek ocenia drugiego człowieka według siebie samego”. Jeśli trawi Cię zwątpienie w miłość do siebie, twoich dzieci lub wnuków, sięgnij pamięcią do własnej miłości do rodziców, do dziadków. Jeśli ich kochałeś – zniknie zwątpienie. Rozum musi pomagać przetrwać miłości, by nie odeszła...

            Człowiek żyje dla drugiego człowieka, nawzajem dla siebie. Uśmiechajmy się do ludzi, rozmawiajmy, a nie będziemy sami. Ludzie zamykający się w ciasnym gorsecie czterech ścian, częściej chorują i umierają na byle co. W naszym życiu miłość, przyjaźń, sympatia nie znają granic. Szukajmy ich, niech będą obecne w naszym codziennym bytowaniu. Nie istnieje fatum skazujące nas na jedyną drogę, ale wybór drogi. Starość jest częścią całego naszego życia i tak trzeba ją traktować.


Bądźmy dobrzy, a spotka nas nagroda wzajemności.

 

 

            Jesteśmy po to, żeby przypominać swoją obecnością najprostsze, podstawowe rzeczy, takie jak: sprawiedliwość, dobroć, nadzieja, godność. Umieć oddawać komuś bliskiemu siebie w całości, jako: pocieszyciela, opiekuna, spowiednika, siostry, matki, ojca, przyjaciela. Ocierając czyjeś łzy, dzieląc z nimi rozpacz, cierpienie, zdradę, ból, ale także radość, chwilowe szczęście i dumę. Nawet jeśli pociechy udziela nam niebo, to pomocy oczekujemy od ludzi nam bliskich.

            Nie rodzimy się z określoną perspektywą w czasie. Nabieramy ją pod wpływem edukacji i doświadczenia. Nie możemy nikomu podarować przebytego przez nas czasu, ale możemy przekazywać naszą wiedzę i doświadczenie. Są w życiu sytuacje, w których bliskie nam osoby oczekują takiego przekazu. Róbmy to, gdy nadarzy się okazja.

            W każdym człowieku jest dobroć, która zagłuszana jest przez codzienny pęd, pośpiech - ,,żeby mieć”. Starszy człowiek osiągnął określone ,,mieć”. Dziś większe dla niego znaczenie powinno mieć ,,być” i dobroć. Zawsze potrzebna jest miłość i mądra dobroć. Bądźmy dobrzy, a spotka nas nagroda wzajemności. Zło, samo się rodzi, a dobra – jak mowy – trzeba się nauczyć. Bądźmy dobrzy i uczmy dobroci innych.

            Pamiętam, jak byłem 10 – letnim chłopcem, uplotłem z rzemienia długi bat; na końcu uwiązałem małą kokardę – z pakunkowego sznurka (pynkowkę), podszedłem pod sionkę starej Nowakowej (sionka miała akustykę) i strzelałem (pynkowym) z bata. Z mieszkanie wyszła zdenerwowana Nowakowa, obrzuciła mnie inwektywami - ,,ty cholero – ty piorunie – naskarżę twojej mamie!” Zatrzasnęła drzwi i wróciła do mieszkania. Na agresję, odpowiedziałem agresją i jeszcze energiczniej strzelałem z bata. Po pewnej chwili wyszła Nowakowska, ale tym razem uśmiechnięta, w dłoni trzymała kromkę chleba, posmarowaną gęstą śmietaną z cukrem i powiedziała – Zyguś – tak ładnie pynkosz, naści kromkę chleba, bo pownoś głodny.” Bardzo lubiłem chleb ze śmietaną i cukrem, poleciała mi ślinka, ale schyliłem głowę i ze wstydem odszedłem. Dobroć często złoczyńcę zaskakuje i zbija z pantałyku, zaś agresja wywołuje agresję. Zawołanie ,,zło zwyciężaj dobrem” ma dużą siłę sprawczą o czym wielokroć w życiu mogłem się przekonać.

            W dobroci trzeba jednak zachować umiar i rozsądek. Dobry, starszy człowiek często bywa oszukiwany i wykorzystywany. Oszust potrafi udawać biednego, a nawet głodnego, jednak jeśli dajesz mu chleb, to on chce pieniądze na ,,chleb”. Oszuści – złodzieje, pod różnymi pozorami wdzierają się do mieszkań, okradają, a zdarza się, że przy okazji kradzieży – niewielkiej sumy pieniędzy – starszą osobę katują i mordują. Paleta oszukańczego wykorzystywania dobroci starszych ludzi, jest tak wielka, że można by na ten temat napisać obszerną książkę. Bądźmy więc dobrzy dla tych, co na dobroć zasługują, a nam także dobrocią odpłacą.

 

              Ludzie starzy pamiętają świat ze swej młodości. Uważają, że wówczas wszystko było: większe, lepsze, piękniejsze, weselsze. Niektórzy pamiętają także doznane krzywdy – własne – i czynione innym. Wstydzą się czynów złych i zaniedbań czynienia dobrze. Mają sumienia udrękę psującą radość życia. Niektórzy wciąż myślą o zemście... Nie pragnijmy zemsty, bo odwetowięc tyle jest warty, co krzywdziciel ,,ofiara staje się katem”. Często zdarza się, że ,,kat” nie był ,,ofiarą”, a wtedy dochodzi do zemsty w afekcie, dla interesu, lub z pobudek politycznych. Za dużo jest mścicieli, a za mało przebaczycieli. Mądrość ludowa podpowiada ,,co się stało, to się nie odstanie”, albo ,,co było, a nie jest nie pisze się w rejestr”.

 

                                                                        

,,Każdy ma swego mola, co go gryzie”. Można jednak wybaczyć sobie oraz innym i żyć przyszłością, zacierajmy ślady gorzkich prawd sprzed lat, bo nie mamy szans na ich zmianę. Nie można wsiąść do odrzutowego samolotu, lecieć z ponaddźwiękową szybkością na zachód z nadzieją, że dogoni się utracony czas. (Czyńmy dobro tu i teraz.) Żyjemy w innych czasach, jesteśmy już wiekowi. Wykorzystajmy dany nam czas (...). 


Duma to nie grzech.

gif

 

 

 

            Duma przynosi radość i zadowolenie w życiu, więc róbmy coś takiego z czego będziemy zadowoleni my, nasze dzieci i wnuki. Znam wielu takich, o których mówi się: był wspaniałym człowiekiem, dobrym nauczycielem lub lekarzem. O innych mówi się, że był dobrym sportowcem, albo organizatorem życia kulturalnego, sportowego. Imieniem tych zasłużonych ludzi nazywane są ulice, stadiony. Władze samorządowe nadają im medale zasłużonych. Każdy ma jakieś wrodzone zdolności – talent, których z różnych przyczyn dotąd nie mógł uruchomić. Teraz, będąc na emeryturze, może robić to, co najbardziej lubi i potrafi. Na zasługi i dumę nigdy za późno.

            ,,Jak Cię widzą, tak Cię piszą”. Jeśli chcemy wzbudzać do siebie szacunek, to musimy być zadbani, chodzić do fryzjera, ubierać się stosownie do wieku, ale elegancko. Często w TP można zobaczyć starsze osoby elegancko ubrane, zadbane, wzbudzające szacunek. Jesteśmy często obecni w sklepach, poczekalniach i aptekach, gdzie niekiedy, od niektórych starszych osób zalatuje nieprzyjemny ,,zapach”. ,,Brudnego poznajemy po zapachu jego”. Mamy na sobie miliony bakterii – stworzeń, które są zbyt małe, aby je dostrzec gołym okiem. Dbajmy o higienę, częściej kąpmy się i myjmy ręce, a będziemy zdrowi i szczęśliwi. Do śmierducha nikt się nie przytuli...ani też dumny nie będzie. 


 

Godziny puste są naszym wrogiem.

gif

 

 

 

 

            Dla ludzi starszych – emerytów – wszystkie dni są takie same.  Niedziela różni się tym, że w kościele przez cały dzień odbywają się nabożeństwa. Powtarzające się codziennie te same czynności tworzą monotonię, nie wywołują nowych wrażeń. Życie staje się drogą przez tunel, na którego końcu nie widać światełka... Czy w takiej monotonii i szarości znaleźć można radość życia? Można. Pod warunkiem, że starszy człowiek nadal będzie aktywny i kreacyjny.

            Sposobem na życie w starości jest aktywność w postaci różnego rodzaju twórczości, myśleniu, działaniu, które czynią życie ciekawym, bogatszym, regenerują energię, dają większą wole życia. Człowiek, często nie zdaje sobie sprawy, jakie możliwości kryje w sobie. Warto poszukać je w sobie. Jeśli ktoś umie organizować ciekawe rozrywki, zajęcia, dzieli je z innymi, to przegania: nudę, samotność i brak woli życia. Godziny puste są naszym wrogiem. Tędy wdziera się świadomość uciążliwości starości, zwiększenie się ilości chorób, dolegliwości, bólu, zniechęcenia. Kto działa, ten nie ma czasu na chorowanie i umieranie...

            Trzeba odbudować marzenia, stawiać sobie nowe, małe cele, obliczone na krótki czas i na możliwości ich osiągnięcia. Każde, najdrobniejsze spełnienie, sukces, wzmacniają wiarę we własne siły. Pozwólcie sobie pomarzyć o pięknie o szczęściu i nie bójcie się budzić tych marzeń ze snu – wstydem starości... Jeśli macie państwo ochotę zmienić kolory w waszym pokoju – zróbcie to. Jeśli uspokaja was robótka na drutach – róbcie na drutach. Jeśli chcecie malować lub pisać wiersze – malujcie i piszcie, na co czekacie? Jeśli lubicie czytać książki – czytajcie. Jeśli lubicie słuchać muzyki – słuchajcie. Posadźcie drzewko, albo może kwiaty w doniczkach. Pracujcie w ogrodzie, zajmujcie się wnukami. Wstańcie z kanapy, nie gapcie się w telewizor i róbcie, co lubicie, iwie znacznie więcej, żeby nie myśleć o starości.

            Piszcie państwo pamiętniki. Opisujcie ważniejsze i ciekawe wydarzenia z waszego życia. Razem z albumami zdjęć, zostawicie po sobie pamiątkę. Nie będą to pomniki, ale jednak trwałe świadectwa, że byliście. Żeby wnuki mogły odtworzyć wasze życie, kiedy was już nie będzie... Jeden z moich przyjaciół – Karol Szmagalski na stronie Internetu www                                 

Pięknymi fotografiami dokumentuje historię swego miasta i okolicznych wsi. Drugi mój przyjaciel. Józef Ryszard Pernak zbiera dla miejskiego muzeum, którego jest kustoszem, różne eksponaty, i fotografie z dawnych lat.

            Wędkujcie, zbierajcie grzyby, podróżujcie i zwiedzajcie nasz piękny kraj. Nie bądźcie pływakami, którym brakuje sił przy brzegu. Weźmiecie głębszy oddech i płyńcie do brzegu odleglejszego... Czujcie radość istnienia. Miejcie radość przeżytego dnia i z ochotą czekajcie na każdy dzień następny. 

            Aktywność musi być mądra i racjonalna oraz stosowna do wieku. Starość można przyrównać do rzeki z nieznanym dnem. Postępujmy ostrożnie, płyńmy brzegiem rzeki, unikajmy szaleństwa rzucenia się w jej głęboki nurt, bo można utonąć. Mam tu na myśli np. szybką jazdę samochodem, taniec ,,do upadłego”, nadużywanie alkoholu, dźwiganie ciężarów itp. Są to grzechy starości, których nie wolno popełniać.

 
                                                                                                                                                                                     

            Antagonistą aktywności, jest bierność – żeby nie powiedzieć – lenistwo... Niektórzy ludzie uważają, że nieomal wszystko, jest ,,dziełem przypadku”, albo przeznaczeniem losu ,,co ma się stać, to się stanie”. Jeśli nawet dzieje się coś złego, niedobrego – powiadają - ,,opatrzność tak chciała”. Tak leniwi usprawiedliwiają swoją bierność i lenistwo...

            Człowiek młody ,i  szybko chociaż, biega, coraz szybciej jeździ samochodem. Ta szybkość zaciemnia mu – mijane po drodze obrazy. Człowiek stary, chociaż chodzi wolniej, czasem trochę przystanie, przygląda się otoczeniu, zastanawia się, analizuje, co widzi, wysnuwa refleksje. Tak było w moim przypadku. W pogodne dni lata z Igorem (wnukiem) spacerujemy uliczkami ogródków działkowych. Przy okazji zaznajamiam Igora z roślinami, warzywami i ich nazwami. Z pewnym zdziwieniem patrzę na liczne, leżące odłogiem działki. W małym, emeryckim mieście, co jest zadziwiające... Drzewa rodzą owoce, które opadają na ziemię i gniją, nikt ich nie zbiera, nie wekuje, gotowe w sklepie kupuje... Zaobserwowałem, że młodsza generacja emerytów, siedzi przed telewizorami, komputerami, albo w garażach (blaszakach) i szmatką pucuje – kupiony za kredyt – stary samochód. Obrastają w tłuszcz, cierpią na tętnicze nadciśnienie i stawów zwyrodnienie.

            Bierność (lenistwo) ma w sobie taką moc, która godzi się na życie byle jakie, nawet z niedołężnością. Od wieków byli ludzie aktywni i bierni. Na szczęście dla ludzkości, tych aktywnych zawsze było więcej. I tak już pozostanie. Chodzi o to, żeby bierność (lenistwo) nie była anonimowa, lecz powszechną w społeczeństwie świadomością.


                                                        

Znajdźmy drogę do przyjaźni.

gif

 

 

 

 

            Starość i brak empatii ze strony bliskiego otoczenia powoduje, coś w rodzaju uczucia ogólnej dezintegracji, którą nieustannie trzeba pokonywać, by nie utracić wątku życia, wątku własnego działania i osobowości. Starszemu człowiekowi potrzebne jest – wysłuchanie, które świadczy o istnieniu kogoś bliskiego, że nie jest się samym.

            Poczucie samotności, opuszczenia przez ludzi, to najczarniejsza strona starości. Najgorsze z niedoli nie jest cierpienie fizyczne, czy niedostatek materialny, najgorsza jest samotność.  Starszy, samotny człowiek nie może się spóźnić, bo na niego nikt nie czeka. Nikt się nie spóźnia, bo do niego nikt nie przychodzi...

            Trzeba rozejrzeć się naokoło i znaleźć dobrych ludzi w społeczeństwie, w którym żyjemy. Trzeba nauczyć się nawiązywać kontakty, przyjaźnie, rozmawiać. Wzajemnie zapraszać do własnych domów. Zwróćmy się ku ludziom, odrzucając uprzedzenia lub nadmierne oczekiwania. Znajomi są tak jak my tylko ludźmi. Kiedy uda się państwu zapomnieć – choć na chwilę o swym egoizmie, przestaniecie czuć samotność. Nie szukajmy pustego miejsca w autobusie, żeby samemu siedzieć i patrzeć przez okno. Siadajmy obok ludzi, rozmawiajmy,nawiązujmy znajomości.

              Czasem człowiek stary, jest tak ubezwłasnowolniony starością, że zaczyna uważać, że nie nadaje się na przyjaciela. Nic bardziej błędnego. Człowiek stary może się stać lepszym przyjacielem, niż młody. Przez lata zdążył przemyśleć pewne, ważne dla życia sprawy, nabył doświadczenia, którego nie bierze się pod uwagę, gdy jest się młodym. Stary człowiek ma więcej czasu, by wysłuchać przyjaciela. Człowiek starszy może stać się lepszym przyjacielem, członkiem rodziny, niż zapędzeni, ogłuszeni przez szum codzienności ludzie młodzi. 

            Najprostszą drogą do przyjaźni, jest zauważenie stanu ducha drugiego człowieka. Dobrzy ludzie są wszędzie, wystarczy dać znak przyjaźni, a ktoś się pojawi. Obdarzeni doświadczeniem, dodatkową wiedzą o życiu, możecie państwo często pomóc zagubionym, obciążonym pracą ludziom młodym. Pomyślcie o sąsiadach, przypomnijcie sobie znajomych – przez was zapomnianych. Przyjaźń nie odnawiana umiera, wystarczy dobra wola i trochę wyobraźni... Jeśli się ma przyjaciół o mądrej dobroci, to samemu więcej się znaczy i mądrzej żyje.

                                                     

Seniorzy zasługują na szacunek i pamięć.

gif

 

 

            Człowiek, pod koniec swego życia pragnie – w różny sposób – udowodnić, że całym dorosłym życiem dobrze służył: rodzinie, ludziom i krajowi. Chce uzyskać ,,absolutorium” za okres jego działalności, chce – młodemu pokoleniu – przekazać, swój życiowy dorobek, doświadczenie. Zachowuje się tak, jakby nosił w sobie wielką tajemnicę, którą pragnie przekazać komuś bliskiemu, zaufanemu w nadziei, że właściwie ją spożytkuje. Gdy ten przekaz się dokona, przychodzi moment kulminacyjny – spełnienie czegoś bardzo ważnego – spełniła się misja starego człowieka...

            Starsi ludzie, bardzo chętnie opowiadają wnukom ciekawe epizody z własnego życia. Czasem opowieść jest podkoloryzowana, ale na ogół zawiera prawdę historyczną z dawnych lat. Przekazują niezwykłe dzieje, zwykłych ludzi, o których się nie pisze i nie mówi, a jeśli nawet coś się pisze lub mówi, to pomniejsza się ich, dla kraju zasługi, albo wręcz neguje wartość tych bohaterskich czynów.

           Starszy człowiek opowiedział mi ciekawe epizody przeżyć w czasie wojny wrześniowej 1939 r. Pomyślałem, że jego przeżycia warte są upublicznienia i postanowiłem zainteresować nimi czytelników tej książki.

            Jan Cypel dwa razy szedł na wojnę i z wojny wracał. Bił Niemców we wrześniu 1939 roku, a od kwietnia 1944 roku, aż do zakończenia II wojny światowej, wyzwalał ojczyznę spod niemieckiej okupacji. W marcu 1939 roku odbywał zasadniczą służbę wojskową w 50. pułku piechoty w Kowlu – jako strzelec RKM. Drugiego września 1939 roku, jego pułk włączony został do Armii Karpaty, dowodzonej przez gen. Fabrycego. Na Armię Karpaty nacierały trzy dywizje słowackie i część niemieckiej, drugiej dywizji górskiej.

            W pierwszych dniach wojny – opowiadał Jan Cypel – odpieraliśmy ataki nieprzyjaciela. Po stracie naszych pozycji, ponownie je odzyskiwaliśmy. Biliśmy się dzielnie i zażarcie. Przewaga wroga, jednak z dnia na dzień rosła... Mój rozmówca o swoim życiu i wojnie potrafił opowiadać przez godzinę, a nawet dłużej. Cały czas był bardzo ożywiony. Opowiadał całym sobą, gestykulował, wstawał z ławki, ruchem ciała demonstrował przeżyte wydarzenia. Operował skalą głosu, raz mówił głośniej a innym razem tak cicho, jakby bał się, że ktoś niepożądany może usłyszeć. Chwilami zawieszał głos, a wtedy na jego twarzy widać było skupienie, zadumę, czasem złość, albo radość. Zawsze pod koniec swego opowiadania prosił o następne spotkanie. Jeszcze bardzo wiele ważnych przeżyć muszę ponu opowiedzieć – mówił.

       Podczas następnych spotkań – ze szczegółami – opowiadał, jak jego pułk walczył o wyzwolenie Warszawy, jak przemieszczał się przez zamarzniętą Wisłę. Opowiadał o bitwie pod Wałem Pomorskim, o Kołobrzeg i Berlin. Opowiadał o bohaterskich czynach żołnierzy jego pułku, o złości i nienawiści do wroga, które silniejsze były niż strach, o tym jak żołnierze radzili sobie z mrozem, brudem i głodem.

            Jan Cypel w czasie naszych spotkań miał 85 lat i wspaniałą pamięć. Nigdy nie wspominał, że źle się czuje. Zmarł w wieku 92 lat. Jego opowieści stały się dla mnie inspiracją do napisania książki pt. ,,Niezwykłe dzieje zwykłych ludzi na Kujawach w latach 1939 – 1950”. Na mój apel – ogłoszony w gazecie – do współpracy nad książką zgłosili się: Karol Stanisławski, który z aresztu niemieckiej żandarmerii uwolnił 2 Polaków, Wacław Wawrzyniak, przez całą okupację był łącznikiem, a pod koniec wojny komendantem podziemnej  jednostki wojskowej. Józef Ryszard Pernak, razem z organistą Henrykiem Cukierskim, wynieśli z kościoła i ukryli dużą monstrancję i 2 kielichy. Józefa Klawińska, której matkę Niemcy uwięzili za garść rzepaku a brata Kazimierza wywieźli na przymusowe roboty do Niemiec, a później zamordowali w obozie koncentracyjnym. Halina Nawrocka (Sateja) jej matkę Niemiec skatował bykowcem, a 2 wujków Niemcy zamordowali w obozach koncentracyjnych.

      Każde z – moimi rozmówcami – spotkanie, miało szczególny charakter. Zawsze rozmowa odbywała się przy stole z ciastkami, kawą, winem, a nawet koniakiem. Opowiadali o czasach wojny, ale także o pracy dla Polski po zakończeniu wojny. Bardzo chcieli, żeby ludzie młodzi dowiedzieli się jak było, i że ich walka, cierpienie i praca nie były daremne, że przyniosły Polakom upragnioną wolność, sprawiedliwość społeczną, że lepiej więcej wiedzieć niż mniej lub uwierzyć w kłamstwo, a wtedy mniej będzie narzekań na starsze pokolenie, mniej błota, a kwiatów i szacunku więcej...



 

 

Otwarty Fundusz Emerytalny nie poprawi warunków bytowych emerytów.

 

 

     Prawicowi politycy oraz usłużni im ,,historycy” traktują okres PRL, jako ,,czarną dziurę”. Fałszują dylematy przed którymi stała starsza część społeczeństwa polskiego. Nazywają ich postkomunistami lub metrykalnymi Polakami. Zawłaszczają pojęcie patriotyzmu. Odcinają młode pokolenie Polaków od niedawnej przeszłości, od ojców i dziadków. Poniżają ludzi, którzy na frontach II wojny światowej przelewali krew w walkach o wyzwolenie Polski.

         Polityka historyczna krzywdzi ludzi, którzy po wojnie odbudowali ze zniszczeń kraj, a później zbudowali drugą Polskę. Starsi ludzie, którzy wszystko widzieli na własne oczy nie godzą się z taka niesprawiedliwością – wręcz niesmaczną oceną Polski z okresu ich młodości. W tym upatrują główną przyczynę złego i zgubnego stosunku polskiej młodzieży do starszego pokolenia Polaków.

         2o lat po przemianie ustroju – jak wynika z sondażu CBOS, przeprowadzonego w maju 2009 roku, obywateli dobrze oceniających PRL było więcej (44%), niż tych, którzy oceniali ją źle (43%). Trzeba przy tym pamiętać, że większość ludzi pamiętających PRL, już zmarło, a w dorosłe życie weszło kilka milionów Polaków, którzy wiedzę o PRL czerpią nie z autopsji, lecz ze szkoły, mediów, książek i filmów, obrzydzających i ośmieszających PRL.

   Tak więc dobre oceny PRL nie umierają wraz z odchodzeniem kolejnych roczników pamiętających tamte czasy. Jednostronne przekazywanie PRL, jako czasu narodowego zniewolenia, represji i prześladowań, a więc obrazu nieprawdziwego nie przekonało znacznej części Polaków. 

         Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. W PRL było biedniej, ale sprawiedliwiej, a sprawiedliwość ludzie sobie cenią najwięcej. W PRL byli biedni, ale nie było bardzo biednych i bardzo bogatych. Wejdźmy jednak na nasze – emeryckie podwórko. W PRL była większa troska o weteranów walki i pracy. Na przykład, emeryci nieodpłatnie lub z 70 procentową bonifikatą nabywali lekarstwa. Wprowadzono powszechny system emerytalno – rentowy (KRUS) dla rolników indywidualnych. Utrzymywano – ważny dla emerytów – system niskich kosztów utrzymania. Ktoś powie – Polacy w tamtych czasach żyli za pieniądze pożyczone od państw zachodnich i więcej przejadali niż wytwarzali. Warto przypomnieć, że dług publiczny PRL nigdy nie dorównywał długowi publicznemu III RP – dochodzący do 50 procent PKB. Godzi się także przypomnieć, że rządy III RP, przez całe 20 lat sprzedawały (prywatyzowały) i przejadały majątek narodowy powstały w PRL.

            Produktem, trwającego w długim okresie czasu, strukturalnego bezrobocia, stał się system wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. Bardzo wielu ludzi w obawie przed utratą pracy, przechodzi na wcześniejszą emeryturę lub ,,załatwia” sobie rentę. Średnia wysokość emerytury w kraju oscyluje w około 460 – 1200 zł miesięcznie. Przy wysokości i wciąż rosnących kosztach utrzymania (wysokie ceny czynszu, energii elektrycznej, gazu i lekarstw) wielu emerytów żyje w ubóstwie lub na skraju ubóstwa.

            W najbliższej przyszłości, nowy system emerytalny (OFE) nie poprawi, a być może pogorszy status materialny emerytów. Jeśli ktoś nie wykupi, tak zwanego trzeciego filaru, to wysokość jego przyszłej emerytury, oscylować będzie w granicach 30 – 35 procent dotychczasowego wynagrodzenia. Ludzie boją się starości i nadal będą się bać, bo boją się biedy i związanej z nią, utraty godności i szacunku…

           

 

 

 

Starszy człowiek w rodzinie.

gif

 

 

 

            Obserwuje pewne małżeństwo. Starsi państwo, siwiuteńcy oboje. On zawsze uśmiechnięty, wysportowany, dowcipny, wesoły. Ona, ślicznie się zestarzała, zadbana, kobieca, emanuje dobrocią, łagodna i kontaktowa. Niedawno obchodzili pięćdziesięciolecie ślubu. Razem chodzą robić zakupy, podczas spaceru trzymają się za ręce – jak nastolatki. Cały czas do siebie mówią, śmieją się. Tyle lat razem i wciąż taka świeżość w ich wspólnym związku.

            Kiedyś zapytałem ich – co trzeba robić, żeby takim być, jak oni? Pani Ewa powiedziała – Proszę pana – niektórzy uważają, że wszystko samo się powinno stać, bez ich wysiłku, albo z byle powodu poddają się bierności i skazują się na życie byle jakie. O przyjaźń, a tym bardziej o miłość, trzeba wciąż zabiegać.

           

 

                                                                         ***

                                                                   

            Istnieje wiele czynników mających wpływ na powstanie i rozwój zaburzeń psychicznych. Jednym z najważniejszych jest struktura rodziny, jej spójność, związki emocjonalne między członkami rodziny i warunki materialne. Prawdziwa rodzina, ta taka, w której wszyscy członkowie związani są pozytywnymi związkami emocjonalnymi, w których panuje wzajemna miłość, szacunek, przy zachowaniu gwarancji na indywidualne zachowania.

 

 

                                                                       ***

 

            W małych miastach i na wsi utrzymują się nadal duże rodziny. Oprócz młodych ludzi oraz ich dzieci, są dziadkowie, a często pradziadkowie. Starsi członkowie – takiej wielopokoleniowej rodziny – na ogół mają emerytury i finansową niezależność. Zajmują się domem, sprawują opiekę nad wnukami. Członkowie rodziny, nawzajem się wspierają nie tylko materialnie, ale udzielają sobie również wsparcie emocjonalnego w sytuacjach trudnych. W małych miastach i na wsi, jest duże bezrobocie, więc emeryci dzielą się swoimi, skromnymi dochodami z bezrobotnymi członkami rodziny

                                                                   ***

 

            Niektórzy rolnicy już nie mogą uprawiać ziemi, ale – doświadczeni złymi przykładami – gospodarstw swoim dzieciom nie przekazują. Boją się, że dzieci ich się pozbędą (dom pomocy społecznej), albo zaczną lekceważyć. Młodzi zaś nie czują się u siebie, na swoim. Taki stan rzeczy doprowadza do kłótni, a nawet do ostrych konfliktów.

            W rodzinie – podstawowej komórce społeczeństwa, nie powinno być ,,konfliktu interesu”. Gdy na wspólnym, rodzinnym celu kumulują się kolegialne zdolności i wysiłek, łatwiej osiąga się zamierzony cel. ,,Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. W rodzinie jest miłość, pozwalająca budować wspólną przyszłość. Dla rodziców – za ,,wiano dla dzieci”, jest ,,świeczka” w postaci emerytury. Cud życia polega na tym, żeby razem budować swój byt. Człowiek, jest stworzeniem stadnym. Jeden człowiek potrzebuje drugiego. Podział w rodzinie jest wbrew naturze człowieka i źle rokuje dla rodziny.

            Nikt nie może zatrzymać czasu. Nikt, nikomu nie obiecywał, że będzie uprawiał ziemię do śmierci, że gospodarstwo zabierze do grobu. Starsi ludzie muszą umieć żyć w nowych warunkach, w nowej roli, czuć się nadal potrzebnymi, robiącymi coś dobrego i pożytecznego, dla siebie i dla swojej rodziny.

 

                                                                    

***

 

            Ponieważ zalążkiem sporów i kłótni rodzinnych, często bywają pieniądze, praktycznym rozwiązaniem tego problemu może być utworzenie – Rodzinnego Funduszu Konsumpcyjnego. Pozostałymi, wolnymi środkami finansowymi, dysponowałby każdy członek rodziny na dowolne cele osobiste. W dużej, wielopokoleniowej rodzinie powinien być podział pracy. Każdy wie, co ma robić i to robi. Każdy musi dbać o swoje rzeczy osobiste – przechowywać je w wyznaczonym miejscu, żeby nie walały się po mieszkaniu. Często takie właśnie drobiazgi, bywają zarzewiem emocjonalnych kłótni, psujących domową atmosferę.

 

***

 

 

            Jak pokazują dane statystyczne w przedziale 60 – 65 roku życia, jeden z małżonków umiera. Starszy człowiek traci swego najbliższego przyjaciela, opiekuna, pomocnika. Mówi się ,,zostałem(am) sam jak ten kołek”. Po śmierci jednego z małżonków, drugi załamuje się w rozpaczy, kurczy, zamyka w sobie. On i ona, to były ,,dwie połówki dojrzałego jabłka”. Jeśli zrozpaczonej osobie, ktoś bliski nie pomoże się pozbierać, to po niedługim czasie ona umiera. Długa depresja potrafi człowieka zadręczyć, może dać objawy psychosomatyczne, a przede wszystkim pchnąć do nieprzemyślanych decyzji. Bo w takiej sytuacji, człowiek nie ma w sobie tyle miejsca, żeby zmieścić nieszczęście, które go spotkało i zaczyna więdnąć.. Trzeba z taką osobą rozmawiać. Rozmowa, to taka ludzka rzecz, która zbliża do siebie ludzi. Rozmawiajmy ze sobą w chwilach radości, ale także niepokoju i tragedii. Dzielmy się bólem, współczujmy, ale także nieśmy pocieszenie. Po utracie kogoś bliskiego, człowiek czuje się osamotniony, ale nie musi być samotny. Zawsze jest jeszcze ktoś, kto nas kocha, dzieci, wnuki, przyjaciele, mamy więc dla kogo żyć – czas zagoi ranę. Zaś, ten ktoś, kogo kochaliśmy, żyć będzie nadal w naszym sercu.

 

 

***

 

            Niektórzy mężczyźni mawiają, że żonę należy chwalić - ,,jak dzień – po zachodzie słońca”. Ile żonę cenić trzeba – na ogół mąż dowiaduje się gdy ją straci. Któregoś dnia, na cmentarzu, przy grobie, spotkałem – podpartego dwiema laskami – starszego mężczyznę. Podczas rozmowy okazało się, że stary człowiek: ma 84 lata, bolą go nogi, nie uprawia gimnastyki, bierze różne pastylki, pigułki, ale nie pomaga. W grobie leży jego żona, która zmarła po wylewie krwi do mózgu. – Panie – powiedział – jaka ona była dobra. Ona była

westalką naszego domowego ogniska, cicha, pracowita, mądra, pomocna. Jak ona o mnie dbała, jak o małe dziecko – powiedział. – Być może ,,chwalił dzień po zachodzie słońca”?

 

 

***

 

            W życiu bywają również takie zdarzenia, że wdowiec i wdowa – często łączyła ich dawna miłość – postanawiają, resztę swego życia przeżyć razem. Ktoś, kiedyś powiedział, że ,,na samotność zawsze za wcześnie, a na miłość nigdy za późno”. Nowe małżeństwo napotyka na swej drodze – oprócz starzenia się – różne trudności i przeszkody. Każde z małżonków ma: swoje przyzwyczajenia i upodobania oraz poglądy, a przede wszystkim własne, dorosłe dzieci. Małżonkowie muszą te trudności i przeszkody  pokonywać. Najlepszymi sposobami na normalność życia w takich warunkach mogą być: panowanie nad pobudliwością, tolerancja, cierpliwość i życzliwość. Wszystkich powinna łączyć miłość. Nie pozwolić odejść miłości i zabrać ze sobą wszystko, co kochamy. Ludzie w miłości dobrze się czują, bo pomiędzy dwoma sercami istnieje wąziutka kładka po której ich myśli wędrują. W takich chwilach serce każdego się otwiera i robi miejsce dla drugiego partnera. Róbcie państwo wszystko, żeby powódź złych myśli nie zerwała tej wąskiej kładki. 

 

 

 

***

             Jak wynika z badań oraz z zebranych moich własnych informacji, najwięcej wdowców i wdów w stanie wolnym, mieszka i prowadzi wspólne gospodarstwo domowe z zamężną córką lub żonatym synem. Jest to kreatywny układ rodzinny, w którym człowiek w starszym wieku dobrze się czuje. Ma, pełne ręce roboty, robi coś dobrego, pozytywnego, cieszy się z osiąganych sukcesów całej rodziny, czuje się potrzebny, szanowany i poważany.

            Bywa jednak, że zięć nie potrafi ,,się wpleść” w rodzinę żony. Pracuje, ma zapewniony ,,wikt i opierunek”, ale nie czuje się u siebie. Ma wrażenie, że jest ,,obcym wśród swoich”. Mieszka u żony, której rodzice dom mieszkalny – notarialnie z rozdzielnością majątkową – zapisali córce. W domu nadal rządzi – czasem nie lubiana przez niego – teściowa. Wszyscy czują się rodziną, on jest jej częścią, tylko nie chce tego poczuć. Może takie uczucie, nie jest mu dotąd znane? Wychowywał się w innej rodzinie albo bez rodziny? Wszystkiego można się nauczyć, także tego, że ,,jesteśmy”, a nie ,,jestem” – pokrzywdzony, zraniony, wykluczony ,,notoryczny cierpiętnik”…

           

 

 

***

 

 

            Czasem, w życiu tak bywa, że człowiek, który dorastał w zasobności – nawet gdy dorośnie – wydaje mu się, że nadal ,,nic nie musi”. Przyzwyczaił się do tego, że zawsze ktoś o niego się troszczył, pomagał, doradzał i dawał. Po założeniu rodziny – dopóki żyje ,,babcia” – ogarniająca ,,całokształt”, jest westalką domowego ogniska, wszystko dobrze się układa, ale gdy umrze, dla tych młodych ,,świat się wali”. Nagle brakuje kogoś, kto każdego dnia, prowadził dom, o wszystkich dbał. Wiadomo, że do wygody człowiek szybko się przyzwyczaja… Jeśli starszy człowiek w rodzinie dobrze życzy młodym, to niech – póki jeszcze może – przyzwyczaja ich do samodzielności.

           

 

***

 

            Szczególne miejsce w życiu starszego człowieka zajmują wnuki. Ktoś, kiedyś powiedział, że ,,rodzice swoje dzieci wychowują, a dziadkowie wnuki rozpieszczają i psują”. Jest to tylko częściowa prawda. Dziadkowie mają – przede wszystkim więcej, niż rodzice czasu. Częściej z wnukami rozmawiają, ganią i potępiają uczynki złe, a chwalą i nagradzają dobre.

            Dziadkom wolno stać – nieco na uboczu procesu wychowawczego wnuków. Oni rodzicami już byli i swoje obowiązki wychowawcze wobec własnych dzieci spełnili. Dziadkowie nie powinni – wyręczać lub zastępować rodziców. Miłość łącząca dziadków i wnuków, jest piękną i naturalną wartością, która polega na wzajemnym czynieniu sobie dobra.

            Rodzice – na ogół - rano wychodzą z domu do pracy, a babcia lub dziadek, szykują śniadanie, prowadzą wnuków do przedszkola lub szkoły, opiekują się w czasie wakacji lub ferii. Ten bliski, codzienny kontakt dziadków z wnukami, jest jednym ze sposobów robienia czegoś przyjemnego i pożytecznego, lekarstwem na leczenie samotności. Dziadkowie żyją życiem swych wnuków. Bywa, że wnuki są także zmartwieniem, ale przede wszystkim, są miłością i radością. Szczęśliwy jestem, gdy wnuk lub wnuczka tulą się do mnie i mówią – dziadku – bardzo Cię kocham.

 

 

 

***

 

            Tak się ułożyło, że mam 2 dorosłe już wnuczki, Anię i Dorotę, które mają już swoje córki, Alicję, Zuzannę i Majeczkę – moje prawnuczki. Wszystkie bardzo kocham. Mam też dziewięcioletniego wnuczka Igora. Mieszkamy razem z jego rodzicami. Dzieci bardzo lubią się bawić, rozmawiać, a nie lubią nudy i samotności. W przypadku, gdy wnuk lub wnuczka nie mają rodzeństwa i kontaktu z rówieśnikami, dziadek lub babcia muszą być partnerami w dziecięcych zabawach. Dziadkowie są zazwyczaj wyrozumiali, tacy bliscy, zawsze w domu – pod ręką. Wnuki, gdy się ich uważnie słucha, lubią opowiadać o swoich przeżyciach, marzeniach – głośno myślą.

            Igor, interesuje się samochodami. Ogląda różne modele w telewizji i komputerze. Czyta o samochodach w czasopismach i książkach. Zna marki nieomal wszystkich samochodów na świecie. Fachowo nazywa zespoły i części samochodowe. Ma dużą fantazję i zdolności w budowaniu z klocków: samochodów, naczep – przyczep, motocykli i samolotów. Myślę, że jak dorośnie, to będzie zdolnym konstruktorem.

            Jeśli coś robię i nie wykazuję zainteresowania jego osobą, wówczas, Igor pyta – dziadku, czy ty mnie jeszcze kochasz? Głaszczę go wtedy dłonią po policzku i przytulam – jest nam ze sobą dobrze. Każdy potrzebuje sygnału, oznak miłości.

            Z Igorem, bardzo fajnie żyje się nam w miesiącach letnich, towarzyszy mi podczas spacerów. Wieczorem, siadam przed domem i słucham – nadawanej przez Radio Merkury Poznań – muzyki klasycznej, a Igor szaleje rowerem, po pustym parkingu. Około 2200 dzień kończymy, kąpielą pod prysznicem i przed snem, czytaniem książki.

 

 

 

***

gif

 

 

 

 

            Życie się bardzo komplikuje, gdy ktoś z członków rodziny nadużywa alkohol. Bywają alkoholicy, którzy nie wykazują zainteresowanie leczeniem się z alkoholizmu. Każda taką sugestię ze strony rodziny alkoholik uznaje, jako zamach na jego wolność osobistą. Nałóg góruje nad rozsądkiem, a rodzina cierpi straszną udrękę. Człowiek pod wpływem alkoholu staje się pobudliwy, używa ostrych i wulgarnych słów, które ranią. Kijem, można pogruchotać kości, a słowem można człowieka zabić. Pijak, zachowuje się jak osioł, który ,,lubi słuchać swego głosu”… W takiej rodzinie panuje szarość życia, wieje chłodem ,,z każdej chmurki pada deszcz” i często przechodzi ,,burza”. Spory i kłótnie przeradzają się w konflikty. Członkowie takiej rodziny – zamiast razem – żyją obok siebie. W takiej rodzinie ludzie się gubią, bo bardzo źle się czują. Tylko, gdy w rodzinie ludzie dobrze się czują, to się nie gubią lecz – odnajdują.

            Kłótnie rodziców, bardzo boleśnie przeżywają małe dzieci. Wystraszone, biegną do babci lub dziadka, tulą się w ich ramionach i modlą się, żeby tatuś kochał mamusię i żeby rodzice przestali się kłócić. W takich przypadkach w bardzo trudnej sytuacji znajdują się dziadkowie, bo nie bardzo wiedzą, co powinni lub, co mogą zrobić. Czy próbować – dobrym słowem – konflikt załagodzić? Czy raczej nie wtrącać się, bo nie wiadomo po czyjej stanąć stronie? Kto zawinił, że doszło do konfliktu i komu przyznać rację? Zięć zawsze powie, że teściowa trzyma stronę córki, a synowa powie, że matka stoi po stronie syna. Jest pytanie, czy jakakolwiek ingerencja dziadków może być skuteczna? Trudno na takie pytanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

 

 

***

 

            Dorosłe dzieci – na ogół nie lubią, gdy rodzice ingerują w ich małżeńskie sprawy. Często powtarzają – mamo – nie wtrącaj się, ale starszy człowiek zachowuje się jak małe dziecko. Powiedz dziecku, że ogień parzy, a ono i tak paluszkami do palącej się świeczki dotknie. Jest także przysłowie ,,nie wkładaj palca w drzwi, bo ci go przyskrzynią”. Więc chrońmy nasze palce. Łzy wylane z winy dorosłych dzieci, bardzo bolą… Starzy ludzie bywają przewrażliwieni, dmuchają na zimne – doświadczeni złymi przykładami, martwią się na zapas. Sądzę, że nie warto - ,,przyjdzie czas, znajdzie się rada”.

            Istnieją różne aspekty sporów i kłótni. Jeśli np. pokłóci się matka z córką, ich złość szybko mija, a urazy przechodzą w niepamięć. Natomiast, jeśli pokłóci się teściowa z zięciem, to złość szybko nie mija, a urazy pamięta się długo. Bywa, że urazy przekształcają się z czasem w nienawiść. Żeby temu zapobiec warto powstrzymywać nerwy i emocje, kierować się rozumem, uzbroić w cierpliwość, pozwolić pracować czasowi, ,,który leczy rany”.

 

 

 

***

 

            W życiu zdarzają się sytuacje bardziej skomplikowane. Awanturnik – często alkoholik – dla własnego usprawiedliwienia, szuka ,,kozła ofiarnego”. Nieomal zawsze takim ,,kozłem ofiarnym” robi teściową – rzadziej teścia. I nie ma na to rady. Dziadek (Kopaliński, radiowa audycja w ,,Jezioranach”) powiedziałby ,,Nie próbuj robić z osła konia, bo i tak głupio zaryczy”. Alkohol u człowieka powoduje zmiany psychiczne, którymi zajmują się lekarze specjaliści.

 

***

 

            Bywają także – niestety – przypadki przemocy w rodzinie. Interwencja w taki konflikt, osoby starszej jest mało skuteczna i niebezpieczna. ,,Kozioł ofiarny” – przy okazji – może być obrażony, a nawet poturbowany. Na szczęście funkcjonują ustawowe prawa chroniące rodzinę w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia. Statystyki pokazują, że rodziny bardzo często wzywają policję, która doraźnie likwiduje akty przemocy. Jednak bardzo rzadko dochodzi do zatrzymania i osądzenia sprawcy czynu. Po konflikcie rodzina rezygnuje z wniesienia skargi. Gdy piszę tę książkę, za znęcanie nad rodziną sąd skazał Leszka K. na karę pozbawienia wolności na okres półtora roku z zawieszeniem odbycia kary na 5 lat. (Raczej częściej dochodzi do rozprawy o rozwód, niż o fizyczne znęcanie nad rodziną. Jak podał GUS w 2000 roku w Polsce było 43 tys., w 2007 roku 80 tys. rozwodów). 

 

***

 

            Człowiekowi starszemu zdarza się, że nie zamknie deski na sedesie, albo nie spuści wody do muszli. Czasem zapomina osolić lub przesoli ziemniaki, zapomni zagasić w przedpokoju światła, źle odłoży słuchawkę telefonu, albo zapomni zakupić w sklepie jakiegoś sprawunku. Najczęściej, starszy człowiek przeżywa jakąś dolegliwość, zmartwienie, o którym myśli i wtedy zdarzają mu się takie przypadki – zapomnień.

            Takie przypadki - także zdarzają się ludziom młodym – niezdarności starych – niestety przez domowników – niekiedy – traktowane są w kategoriach – braku staranności lub złośliwości i zasługują – ich zdaniem – na karę ,,wykrzyczanej nagany”. Tymczasem, każdy podniesiony głos, starsza osoba odbiera jako – bardzo bolesne poniżenie, bo przecież nikt nie jest zobowiązany, uczynić więcej, niż może. Zdarza się, że młodzi, utyskują na starego, mówią – jakby do siebie, ale tak głośno, żeby ,,on” usłyszał. Wówczas stary człowiek – oprócz poniżenia – czuje się z rodziny wykluczony. Zanika rodzinna empatia, rodzi się obawa i pytanie, co będzie jutro? Co będzie, gdy starego człowieka opuszczą siły i będzie skazany na pomoc – tych pozbawionych empatii ludzi? Konstatacja może być następująca: 1. dbać o swoje somatyczne i psychiczne zdrowie, żeby do końca swoich dni, siebie obsługiwać. 2. zapewnić sobie miejsce w zakładzie opiekuńczo – leczniczym lub w domu opieki społecznej.

            Starszemu człowiekowi towarzyszy ,,fatum niezręczności”. Jeśli coś robi wolno i dodatkowo niezgrabnie w obecności młodszej osoby, to zaczyna się denerwować, co jeszcze pogarsza jego manualną sprawność i potęguje wstyd. Radziłbym w takich przypadkach, spieszyć się powoli - ,,wolniej idź, dalej zajdziesz…”.  


Wyrzućmy z naszych serc  złość i nienawiść.

gif

 

            Środki masowego przekazu informują, że Polacy są jednym z najkłótliwszych i zestresowanych narodów w Europie. Profesor Janusz Czapliński (,,Przegląd” Nr 17, 2009) uważa, że ,,Polacy – szczególnie młodzi – nie znają kompromisu godzenia interesu własnego i wspólnego (,,żeby wilk był syty i owca cała”). Polak uważa, że jest mądrzejszy od drugiego. Jest kłótliwy, jego racja zawsze musi być na wierzchu. Takie są między innymi – przyczyny, że nie umie współżyć z sobie równymi i osobami starszymi. Takie postawy rodzą konflikty i stresy”. Ludzie chodzą ze smutnymi twarzami, jakby w nich miłość do życia umarła, a oni idą na jej pogrzeb. Nie idźmy ,,pustą ulicą”, uśmiechajmy się do ludzi...

            Droga do poznania siebie prowadzi – przez drugą osobę. Po stosunku do nas, drugiego człowieka poznajemy samych siebie. Starajmy się panować nad gniewem, agresją i unikajmy stresów. Żyjmy razem, a nie obok siebie. Kiedy między nami zapanuje miłość, znajdziemy drogę do prawdziwej wolności, szczęścia i radości. Na temat współżycia między ludźmi napisałem wiersz:

 

                              Gdy człowiek z drugim człowiekiem

                              źle współżyje – kiepsko żyje...

                              Gdyby mnie słuchano,

                              apelowałbym – już rano

                              do ludzi każdego wieku

-          panuj nad emocjami,

człowieku!

-          w złości mniej mów,

bo nie można wycofać

wykrzyczanych słów,

człowieku!

-          nie zadawaj słowem ran, drugiemu człowiekowi

człowieku!

-          umiej spojrzeć na sprawę oczami drugiego człowieka

człowieku!

-          unikaj drażliwych, a nieistotnych tematów

człowieku!

-          posklejaj, co w złości zepsułeś

człowieku!

 

Apel kieruje do ludzi zatroskanych, poszukujących przebłysków światła i ciepła wśród chłodu i szarugi. Zróbmy publiczną zbiórkę i złóżmy swój grosik na tacę miłości. Wyrzućmy z naszych serc: żal, złość, nienawiść i agresję. One potrafią tak zaplątać nasze życie, że nie wiadomo gdzie początek, a gdzie koniec i nijak nie można tego rozplątać... Unikajmy sporów i kłótni, bo ten, kto szabelką wywija – przy okazji – też obrywa. Rzeczywistość trzyma ludzi w swej wielkiej garści i pilnuje ładu moralnego. Jeśli ludzie tego ładu nie szanują, rzeczywistość swą garść zaciska, a ludzie gorzej żyją...

 

 

 

  ***

 

            Życie starego człowieka, jest te same, ale nie takie same. Czas wyznacza mu inne cele. Jest w rodzinie równy, ale nie pierwszy. Pierwszymi muszą być ludzie młodzi, bo czas wyznacza im bardzo ważne cele – wychowanie dzieci i utrzymanie rodziny. Muszą mieć swobodę, samodzielność i odpowiedzialność. Będąc równym wśród swoich bliskich, starszy człowiek powinien pomagać, ale nie wyręczać, nie zastępować rodziców, czy nawet nimi rządzić, dyrygować. Takie są prawa natury i nie wolno ich lekceważyć...

 

 

 

***

 

            Starszy człowiek powinien być niezależny materialnie i mieć własny kont – ciasny, ale własny. Powinien mieć do własnego użytku pokój oraz w miarę możliwości łazienkę, by uniknąć – łazienkowej kolejki. Starsi ludzie mają problemy z utrzymaniem moczu, wiec dostęp do ubikacji jest ważny. Żeby w nocy nie obudzić domowników, starszy człowiek powinien zaopatrzyć się w ,,kaczkę”. Starszy człowiek – jak każdy – potrzebuje: swobody, wolności. Chce w spokoju realizować swoje życiowe potrzeby. Odwiedzają go wnuki, dorosłe dzieci, przyjaciele i znajomi, więc chciałby przyjmować ich ,,na swoim”.

            Bywa, że ze względów ekonomicznych, a nie tylko, zaprzyjaźnione kobiety mieszkają razem w jednym lokalu. Drugie wynajmują, uzyskując w ten sposób dodatkowe źródło dochodów. Razem – żyje się taniej, raźniej i bezpieczniej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lęk gorszy niż strach.

gif

 

 

            Ostre i przewlekłe stany chorobowe przyspieszają rozwój zmian starczych. Współistnienie choroby i starości powoduje, że skargi chorego dotyczą zazwyczaj wielu narządów. Często oświadcza on, iż choruje ,,na wszystko”. Ponadto ludzie starzy reagują na choroby lękiem i stanami depresyjnymi. Młodzi ludzie chorują z nadzieją szybkiego wyzdrowienia. Starzy – niestety – często z obawą nadchodzącej śmierci.

 

 

 

***

 

 

 

 

            Człowiek nie wie, że się rodzi i nie wie, że umiera. Wszystko, bez jego wiedzy załatwia natura. Śmierć – tak jak urodzenie – nie boli. ,,Gdy przychodzi śmierć, nas już nie ma” – powiedział – Epikur. Jeśli często o śmierci myślimy, to ona szybciej do nas przychodzi...

            Śmierć nie jest aż tak istotna. Największe znaczenie ma życie do śmierci. Człowiek potrafi sobie wmówić (autosugestia), że boli go jakiś dowolny narząd, wpada w melancholie, traci komfort życia, jest mu źle. Nie wolno w taki sposób tracić samego siebie.

            Wielu starszych ludzi żyje w ciągłym niepokoju, który gorszy jest, niż strach, bo strach jest intensywny, ale krótki, a niepokój rozlewa się powoli po mózgu i ciele oraz trawi i niszczy człowieka systematycznie od wewnątrz. Nadgryza jego chęć do życia.

            Po sześćdziesiątym roku życia, człowiek podróżuje razem ze starością. Jego życiowa droga powinna być mu przyjazna i kończyć się snem, z którego nigdy się nie obudzi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Od nas samych zależy jak leczy nas lekarz.

gif

 

 

            Człowiek stary – jak mówią lekarze – choruje na więcej, niż na jedną jednostkę chorobową. Naliczyłbym u siebie – także kilka takich jednostek chorobowych, a mimo tego – przy odpowiedniej profilaktyce i leczeniu, czuję się dobrze. W dalszej części książki opowiem w jaki sposób z tymi ,,jednostkami” sobie radzę, ale najpierw opis zdarzeń z obserwacji i zebranych opinii – pacjentów (starszych osób).

 

 

 

***

 

 

 

 

            W Polsce ludzie żyją coraz dłużej i potrzebują coraz lepszej opieki zdrowotnej, a z tym jest problem. Na przyjęcie przez lekarza specjalistę ludzie starzy – i nie tylko oni – czekają od 2 do 3 miesięcy. W ubraniach sprzed dwudziestu lat, siedzą na ławkach w poczekalniach i cierpliwie czekają na swoją kolejkę. Na zabieg usunięcia zaćmy – z jednego oka – pacjent czeka 2 lata, a na protezę uzębienia, 4 lata. Często starzy ludzie w aptece wykupują tylko połowę przypisanych leków, bo na więcej ich nie stać. Oczywiście ludzie bogatsi takich problemów nie mają.

           

 

 

***

 

 

 

 

            Daje się zauważyć, notoryczny brak czasu lekarzy dla pacjenta. Lekarz nie ma czasu, bo pracuje na kilku etatach. Proces leczenia – szczególnie ludzi starszych – zamienia się w ,,mechaniczno – formalny”, wypisywanie recept na powtarzające się lekarstwa.

            Starsi ludzie chcą z lekarzem rozmawiać, więcej wiedzieć o swoim stanie zdrowia. Chcą czuć, że lekarz nimi się interesuje, a nie tylko jednostką chorobową. Proszę państwa, niezależnie od tego, jak bardzo jest mądry lekarz, powinniście o jednym pamiętać, że to wasze życie, wasze zdrowie. Musicie zostać świadomymi partnerami lekarza. Trzeba samego siebie potraktować, jak samochód i dwa razy w roku chodzić na przeglądy (badanie: krwi, moczu, ciśnienie, Ekg). Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej – na jego koszt – ma obowiązek takie badania przeprowadzić.

            Nie znacie się państwo na medycynie, a jednak istnieje coś bardzo ważnego na czym się znacie. Wy najlepiej wiecie, co wam szkodzi, jak się czujecie: rano, w południe, wieczorem i nocą. O tym wszystkim lekarzowi musicie opowiedzieć. Czasami nawet drobny szczegół może naprowadzić lekarza na właściwy trop w rozpoznaniu choroby. Trzeba ,,pomóc” lekarzowi znaleźć czas, wyzwolić jego cierpliwość dla waszego zdrowia.

 

 

***

gif

 

 

 

 

            Lekarz – z państwa udziałem – rozpoznaje chorobę, przypisuje lekarstwa, a potem z tymi kartonikami leków,- które trzeba w odpowiedniej porze spożyć – jesteście sami. Jesteście także sami z niespodziankami z różnego rodzaju bólem, sami musicie się nauczyć decydować, czy trzeba już bić na alarm, czy zbliża się potrzeba interwencji lekarza, czy to tylko przejściowy atak choroby i sami możecie mu zaradzić.

            Niektórzy starsi ludzie nie lubią chodzić do lekarza. Myślą, że jak pójdą do lekarza, to się dowiedzą, że np. chorują na raka, a gdy nie pójdą, to jakoś to będzie. Tymczasem późno wykryta choroba – na ogół – jest nieuleczalna. Wiadomość o ciężkiej i nieuleczalnej chorobie wywołuje silny stres a brak wiary w skuteczność leczenia, bardzo utrudnia proces leczenia.

 

 

 

 

Do bólu nie można się przyzwyczaić.

 

 

            U osób w starszym wieku częściej, niż u ludzi młodych występuje ból. Chorują oni na tak zwane choroby starszego wieku. Cierpią na: bóle stawów, nerwobóle w okolicach kręgosłupa i żeber, ból głowy, gardła i karku, ból spowodowany kolką wątroby i nerek, ból z powodu zakrzepowego zapalenia żył, czy stanu zapalnego żylaków odbytu, ból wywołany dusznością oskrzelową i dyskopatią. Nie sposób tu wymienić wszystkich dolegliwości bólowych starszych ludzi, bo jest ich dużo.

           

 

 

***

 

 

            Ból, wśród innych doznań zmysłowych, zajmuje pozycję wyjątkową. Nie podlega prawu adaptacji. Do bólu nie można się przyzwyczaić. W pewnej fazie choroby, ból pełni przede wszystkim funkcję ostrzegawczą, jest sygnałem informacyjnym, że w organizmie dzieje się coś złego, jakaś nieprawidłowość wymagająca natychmiastowych działań, zapobiegających w uszkodzeniu tkanek i narządów.

            Objawów bólu nie wolno lekceważyć, wmawiać sobie, że minie, ,,że jakoś to będzie”. To jest myślenie leniwych, niebezpieczne w skutkach. Bez podjęcia leczenia, samoczynnie ból nie ustąpi. Tylko katar po tygodniu, sam ustępuje. Trzeba niezwłocznie zgłosić się do lekarza, który rozpozna przyczynę objawów bólu i rozpocznie leczenie.

 

 

 

***

 

 

            Ból wiąże się z uczuciem przykrości, lęku, przygnębienia czy nawet złości. Człowiek chory myśli i mówi o swoim bólu. Staje się gderliwy, co wśród domowników wywołuje złość, a nawet doprowadza do przykrego konfliktu. Tymczasem, odpowiednie zachowanie i praktyczna pomoc domowników np. w postaci współczucia, może u chorego ból złagodzić. Aktywność domowa – jakieś zajęcia domowe – może także ból złagodzić. Przez działania terapeutyczne, np. ćwiczenia ruchowe można objawy bólu wytłumić, a następnie usunąć.

 

 

 

***

 

 

 

            Często, u niektórych osób występuje brak motywacji do współpracy z lekarzem i domownikami. Wynika to z niewiary – na podstawie złego doświadczenia – w skuteczność leczenia terapeutycznego. ,,Stary człowiek sam wie” – wartościuje – co jest dla niego dobre lub, co jest dla niego niedobre. Czasem występuje nadmierna koncentracja na dolegliwości bólowe – niewspółmierne do stanu somatycznego. Ból bywa wówczas czynnikiem psychologicznym, wyzwalającym zaburzenia nerwowe. Psychologiczne nastawienie do leczenia bólu może stać się penedyktorem gorszej sprawności fizycznej, spowodowany np. zaniechaniem rehabilitacji.

            Potrzebne jest w takich przypadkach oddziaływanie psychoterapeutyczne, nastawione na zmianę stosunku chorego do odczuwalnego bólu oraz leczenie choroby ból wywołującej. Starszy człowiek często choruje na więcej, niż na jedną chorobę. Cierpienie obejmuje całego człowieka, jego niechęć do samego siebie, do domowników, do ludzi i świata. W takich przypadkach leczeniem musi zajmować się zespół lekarzy specjalistów.

            Istnieje duże zróżnicowanie uczuciowej reakcji chorego na ból. Na przykład, ból spowodowany nieznaną przyczyną połączony z niepewnością – czy będzie możliwy do usunięcia, budzi lęk. Natomiast, ból o znanej przyczynie np. ból krzyża połączony z przekonaniem, że są szanse na jego usunięcie, rodzi uczucie nadziei, aktywizuje do współpracy z lekarzem lub z domownikami.

 

 

***

 

            Starszy, chory człowiek wymaga opieki ze strony rodziny. Celem podejmowanych działań, jest poprawa jakości życia chorego, przez zaspakajanie szeroko pojętych potrzeb, zarówno w strefie psychofizycznej, jak i socjalno – duchowej. Ważne jest wzajemne porozumienie cierpiącego ból z rodziną. Chory niech nie zajmuje się tylko swoim bólem, a nawet ,,grozą” śmierci, ale także światłem życia. Żyć trzeba blisko samego siebie, ale także być blisko rodziny. Rodzina choremu powinna świadczyć dobre uczynki – być dobrą. Nie ma dobroci bez dobrych uczynków dla innych.

 

Grzechy starości.

gif

 

 

            Często, robicie państwo rzeczy, które później przynoszą chorobę i ból. Brak ruchu, zła dieta, objadanie się słodyczami, przedwczesne odkładanie leków lub spożywanie leku od znajomych - ,,bo jemu to pomogło”, to są grzechy, których popełniać nie wolno. Częstymi przyczynami złego stanu zdrowia, patologicznej starości, a nawet śmierci są tak zwane grzechy: zaniedbań, lekkomyślności, rzadziej bezradności.

          

***

 

            Niektórzy starsi ludzie (a nie tylko oni) zaniedbują mycie zębów, a gdy już spróchnieją nie dbają o uzupełnienie ubytków. Zaś rola uzębienia narządu żucia w organizmie człowieka jest niebagatelna. Pobrany do ust kęs zostaje mechanicznie rozdrobniony, a akt żucia pobudza wydzielanie fermentów trawiennych. Jama ustna bierze udział w kształtowaniu mowy, wpływa na rysy twarzy, decyduje więc o wyglądzie człowieka. Nie pozwólmy by nasza fizjonomia miała więcej lat, niż my. Sześćdziesięciolatek z ubytkami w uzębieniu, chudy ze zmarszczkami na twarzy, wygląda starzej, niż jest w rzeczywistości.

           

***

 

 

            Śmierć może zagrażać, w przypadku zaniedbania – co się często zdarza – leczenia (zabiegu chirurgicznego) w zakrzepowym zapaleniu żył. Przy żylakach dochodzi do zakrzepowego zapalenia żył. Uniemożliwia to przepływ krwi, na pewnych odcinkach naczynia . Następstwem tego stanu jest ból wzdłuż naczynia, stwardnienie, a często także zaczerwienienie skóry oraz obrzęk. Zdarza się, że prąd krwi oderwie zakrzep od ściany naczynia i porwie go ze sobą. Choremu zagraża wówczas duże niebezpieczeństwo, włącznie z nagłą śmiercią, gdyż zakrzep może zaczopować nagle naczynie tętnicze (zator) i zahamować w nim przepływ krwi.

 

 

 

***

gif

 

 

            Znam starszego człowieka (84 lata), który przez 15 lat – pomimo nalegań ze strony lekarza – chodził z obustronną przepukliną (ktoś mu powiedział – żeby tego nie ruszać, bo to może być rak). Wystarczył – po schodach – jeden nieostrożny krok, a nastąpiłoby dalsze powiększenie przepukliny, zaś w następstwie tego silny ból i utrata przytomności. W przypadku braku natychmiastowej pomocy, taki wypadek może spowodować różne powikłania, a nawet śmierć. Na szczęście zdołałem przekonać go do zabiegu i dziś, pewnym krokiem, bezpiecznie chodzi po ulicach miasta.

 

***

 
 

            Osiemdziesięciolatka, doświadczona życiem, a jednak lekkomyślna. Lekceważąc starość – podczas przedświątecznego sprzątania domu – weszła na stół, żeby umyć żyrandol. Straciła równowagę i spadła. Strasznie się poobijała, pękły jej dwa żebra. Dwa tygodnie leżała w szpitalu, a potem długo chodziła o kulach i cierpiała ból. Spadając mogła głową uderzyć w twardy lub ostry przedmiot i ponieść śmierć.

 

***

 

 

            Pani Bożena – osiemdziesięciolatka – zachorowała i pogotowie zabrało ją do szpitala. W szpitalu choroba się rozwijała, pacjentka traciła przytomność, a gdy ją częściowo odzyskiwała nie rozpoznawała – nawet najbliższych, znajomych jej osób. Stała się nerwowa, nie chciała jeść ani spać. Stała się bardzo uciążliwym pacjentem, bez nadziei na wyzdrowienie. Po 2 tygodniach ze szpitala została wypisana i pogotowiem odwieziona do domu. Była osobą samotną, bardzo chorą, wymagającą, całodobowej pielęgnacji i opieki. W PRL – u takimi osobami zajmowały się siostry PCK, dziś takie osoby zdane są na miłosierdzie dobrych ludzi i w bólach powolną śmierć (w dużych miastach istnieją zakłady opieki paliatywnej – hospicjum). Pani Bożena, będąc osobą samotną, właścicielką mieszkania, mogła notarialnie swą własność przekazać osobie za opiekę, mogła zabezpieczyć – nieco wcześniej miejsce w domu opieki społecznej lub w zakładzie opiekuńczo – leczniczym. Mogła tak zrobić, ale nie zrobiła. Popełniła grzech zaniedbania – być może niezaradności – i skazała siebie na samotność i cierpienie, nawet pod koniec swego życia.

 

 

 

Do ćwiczeń ruchowych można się przyzwyczaić, a nawet polubić.

gif

 

 

            Zasada usprawnienia przez aktywność opiera się na fundamentalnym spostrzeżeniu, że w świecie ożywionym (inaczej niż w przypadku maszyn i sprzętu) nie używane narządy ulegają zanikowi oraz innym zmianom wstecznym, natomiast prawidłowy trening może powstrzymać regres związany ze starością. Prewencja powinna być realizowana we wczesnej starości (60 – 75 r. ż.) gdyż wtedy można jeszcze wywierać znaczący wpływ na dynamikę procesów starzenia się organizmu i poprawić jego stan czynnościowy.

 

 

***

 

 

            Między 55 a 60 rokiem życia w lewym biodrze, łokciach, kości krzyżowej – w okolicy serca – i między żebrami, odczuwałem bóle. Lekarz, po zbadaniu stawów zmierzeniu ciśnienia tętniczego i odczytaniu wykresu EKG orzekł, że serce – za wyjątkiem powiększonej lewej komory – pracuje bez zastrzeżeń. Zaczynają się u pana – powiedział – zmiany zwyrodnieniowe stawów i to są przyczyny odczuwanego przez pana bólu. Zmiany w kręgosłupie polegają na zaniku chrząstek międzykręgowych i osłabieniu wiązadeł i to są przyczyny odczuwanego bólu w okolicach serca i między żebrami. Wypisał receptę na Metindol i Pyralginum oraz zalecił codzienną gimnastykę, ćwiczenia ruchowe, i dłuższe spacery na świeżym powietrzu.

            Brałem – przez pewien czas – tabletki przeciwbólowe, maścią smarowałem bolące miejsca. Na ćwiczenia ruchowe zawsze brakowało ,,czasu”. Po pewnym czasie bóle w stawach i kręgosłupie nasilały się i budziły coraz większy niepokój. Któregoś dnia w przedpołudniowej audycji radiowej – jakaś pani profesor – (nie pamiętam nazwiska) powiedziała mniej więcej tak ,,Wszystkie lekarstwa – razem wzięte – nie zastąpią ruchu, gimnastyki. Poprzez gimnastykę, - ćwiczenia ruchowe – smarujemy i odżywiamy stawy oraz wzmacniamy mięśnie podtrzymujące stawy. Unikamy zmian zwyrodnieniowych w stawach. Od nas samych zależy, czy stawy są bolesne. Można sobie samemu pomóc i nie cierpieć bólu, ale musi się nam chcieć. Jak dotąd – powiedziała – jeszcze nikt nie wynalazł ,,Aspiryny” na lenistwo. Wszyscy lubimy grać i wygrywać. Jeśli polubimy ćwiczenia fizyczne, to wygramy bitwę o zdrowie. Pokonamy różne schorzenia i towarzyszące im uczucie bólu. Będzie radość wygrania – radość życia. Sprawność ruchowa daje starszemu człowiekowi: wolność, samodzielność i dodaje skrzydeł”.

            Kiedyś na temat lenistwa usłyszałem taką anegdotkę: ,,Pewien mężczyzna przysiadł sobie .......?. Strasznie go bolało, ale był tak leniwy, że nie chciało mu się podnieść tyłka”. W chwilach słabości, przynoszących zagrożenie dla bezpieczeństwa człowieka, najtrudniej, obronić się samemu przed sobą... Szczęśliwi, co to potrafią.

 

 

***

gif

 

            Słowa – pani profesor – wreszcie trafiły do mojej wyobraźni. Przestudiowałem odpowiednią, fachową literaturę i po konsultacji z lekarzem, rozpocząłem ćwiczenia uruchamiające stawy, górnych i dolnych kończyn oraz stawów okolic kręgosłupa, brzucha i bioder. Ćwiczę – bez specjalnych urządzeń, na macie z tworzywa, dostępnej w handlu. Ćwiczę codziennie rano, przez 15 –20 minut, liczę ruchy trenowania każdego zespołu stawów i w ten sposób kontroluję czas zużyty na każde ćwiczenia fizyczne. Już od ponad 20 lat nie czuję bólu w stawach.

            Trudno gimnastykę zacząć, a potem oprzeć się pokusie przerwania, bo bóle w stawach zaczynają ustępować dopiero po pewnym czasie. Jednak później – po przekonaniu, że pomaga, człowiek do ćwiczeń ruchowych się przyzwyczaja, czuje się zdrowy, fizycznie silniejszy i żywotniejszy.

            Codziennie, pod wieczór, odbywam około godzinny spacer, w którym towarzyszą mi: Fidel – nasz piesek – mały, ze słuchawkami radioodbiornik oraz – od czasu do czasu – Igor. Spacer bardzo korzystnie działa na mój układ nerwowy. Po kilkuminutowej drzemce i przedwieczornym spacerku, czuję się odnowiony, spokojniejszy, poprawia mi się humor, wzrasta chęć do aktywnego życia.

 

***

 

 

            Na osiemdziesięciolecie urodzin, córki moje w prezencie kupiły mi fotelik z biegunami. Przyznaję, że trochę mnie to zaskoczyło, bo dotąd, wygodnie z wyciągniętymi nogami siadywałem na kanapie, więc po co ten fotel? Okazało się jednak, że między statycznym odpoczynkiem na kanapie, a aktywnym odpoczynkiem na – bujanym foteliku – jest istotna różnica. Aktywny odpoczynek połączony jest z przyjemnością ruchową. Kiedyś, gdy byłem zdenerwowany, uspokajało mnie chodzenie (w tę i z powrotem) po pokoju. Obecnie siadam na fotelik i się kołyszę, to naprawdę uspokaja nerwy.

            Dziś można kupić sobie laski ,,NORDIC WALKINS”, które ułatwiają dłuższy i szybszy marsz, spalający nadmiar spożytych kalorii, oraz uruchamiają: stawy biodrowe, barkowe, górnych i dolnych kończyn.

 

***

 

            Ćwiczenia fizyczne zalecane są przez lekarzy w przypadku osteoporozy. Osteoporoza jest stanem, w którym dochodzi do upośledzenia struktury tkanki kostnej i obniżenia gęstości do tego stopnia, że kości tracą wytrzymałość na działanie sił odkształcających i łamią się już pod wpływem niewielkich urazów i fizycznych obciążeń. Ćwiczenia fizyczne poprawiają wytrzymałość kości, siłę mięśni, ruchomość stawów, zdolność utrzymywania równowagi, a zatem zmniejszają ryzyko upadku.

            Stary człowiek ma osłabiony kościec i mięśnie. Stawia mniejsze kroki, nisko ustawia stopy – czasem wręcz szura nogami. Wiem z doświadczenia jak łatwo można o byle co się potknąć i przewrócić (koń ma cztery nogi, a się potyka). Wystarczy stąpnąć z niezauważonego w porę wyższego stopnia na schodach lub chodniku, a nogi nie wytrzymują ciężaru ciała i człowiek upada. Do bardzo bolesnego upadku i złamania kości dochodzi szczególnie wtedy gdy stary człowiek obciążony jest siatką z zakupami. Warto być ostrożnym, wolniej się spieszyć, chodzić w wygodnych butach, częściej spoglądać pod nogi i w chodzeniu pomagać sobie laską. Zakupy, radziłbym ciągnąć ze sobą w specjalnie do tego celu skonstruowanym wózku.

 

***

 

 

            Pewnego dnia, spotkaną na ulicy, starszą kobietę, która w ręku niosła pełną siatkę zakupów zapytałem – dlaczego pani w chodzeniu nie pomaga sobie laską? Szłoby się łatwiej i bezpieczniej – powiedziałem. Starsza kobieta popatrzyła na mnie i powiedziała – Pan widzę też starszy człowiek a laski u pana nie widzę. ,,Masz ci babo placek” – pomyślałem – jestem wysportowany, chodzę pewnym długim krokiem i na razie obywam się bez laski – wyjaśniłem – Być może – powiedziała starsza kobieta – ale dlaczego wścibia pan nos w nie swoje sprawy? Machnęła ręką, jakby oganiała się od natrętnej muchy i poszła dalej.

            Być może laska kojarzy się ze starością. Uciekając od laski ludzie, myślą, że uciekają od starości – przynajmniej wizualnie. Na ogół przy pomocy laski chodzą ludzie tylko wtedy jak muszą. Po poniesionych urazach lub bólach stawów oraz dużego ogólnego osłabienia organizmu. Najczęściej po upadkach dochodzi do złamań w układzie odcinka kręgowego, złamania kości szyjki udowej i złamania w obrębie nasady kości promiennej.

 

 

 

Nie mamy skrzydeł, ale mamy długie nogi – dbajmy o nogi.

gif

 

 

 

            Jeśli nogi człowieka nie chcą nosić, drugą osobę o pomoc trzeba prosić... Stare kości bardzo długo się zrastają, a więc człowiek długi czas cierpi ból i wyłączony jest z normalnego ruchu. Stary człowiek bardzo źle się czuje, wpada w melancholie, a nawet przeżywa silny stres i depresje. Znam kobietę – pełną życia, która nie zauważyła dużego obniżenia chodnika, upadła i złamała sobie nogę. Kość bardzo długo się nie zrastała, doszło do infekcji. Kobieta załamała się psychicznie i odebrała sobie życie...

            Ćwiczenia fizyczne przynoszą ogólne odprężenie psychiczne i przez polepszenie ukrwienia, poprawę czynności mózgu. Podnoszą pewność siebie, dają radość i zadowolenie. Wysiłek fizyczny chroni też przed otyłością. Korzyści w układzie krążenia wyrażają się ekonomizacją pracy serca, które po okresie prawidłowego treningu, staje się pompą znacznie sprawniejszą. Lepiej pracuje również układ oddechowy, ponieważ wzrasta pojemność życiowa płuc. Pogłębia się oddech i sprawniejsza jest wymiana gazowa.

 

***

 

            Organizm człowieka starego nie znosi ćwiczeń fizycznych, statycznych – siłowych, gdyż znacznie zwiększają one ciśnienie krwi, obciążają lewą komorę serca, a przez wstrzymanie – przy ich wykonaniu – oddechu nasilają niedotlenienie całego organizmu. Poza tym ze względu na większy wysiłek, ćwiczenia statyczne zagrażają urazami: mięśni, ścięgien i kości. Ćwiczenia fizyczne zatem muszą poprzedzić przynajmniej jedno badanie lekarskie. Niezbędne jest także minimum wiadomości umożliwiających samokontrolę ćwiczącego w celu zapewnienia własnego bezpieczeństwa.

 

 

 

 

 

Nałóg nie może górować nad rozsądkiem.

 

 

 

            Wielu jest takich, co śpią w skarpetach i butach, a na drugi dzień strasznie boli ich głowa. Wiedzą, co im szkodzi, ale nie potrafią oprzeć się pokusie np. obżarstwa. Nie potrafią wyćwiczyć swojej woli, żeby powiedzieć ,,dosyć”. Nałóg wygrywa nawet ze zdrowym rozsądkiem. Wśród produktów spożywczych, jest wiele smacznych substytutów zawierających witaminy, sole mineralne i błonnik, ważny składnik diety, sprawiający uczucie sytości. Bez starań o właściwą dietę trudno o dobre zdrowie. ,,Nie można zjeść ciastka i mieć ciastko”. Obżerać się i być zdrowym.

            Z badań nad stanem odżywiania osób w starszym wieku wynika, że spożywają za dużo cukru, tłuszczów zwierzęcych i białego pieczywa. Powoduje to zmniejszenie spożycia bardziej wartościowych dla starego organizmu produktów jak: chude mleko i ser, pieczywo z pełnego ziarna, kasza, tłuszcze roślinne, warzywa i owoce. Taki sposób odżywiania prowadzi do nadwagi, niedoboru soli mineralnych i witamin.

 

***

 

            Opierając się na stanie wiedzy o żywieniu osób w starszym wieku, ułożono dla nich urozmaicone jadłospisy, oddzielnie dla mężczyzn i dla kobiet. Uwzględniając zdobytą wiedzę o żywieniu ułożyłem jadłospis dla siebie. Być może jest mało urozmaicony, ale potrawy smaczne i co ważne łatwe w przyrządzaniu. Starszym osobom zaleca się spożywanie, co najmniej 1,5 do 2 litrów płynów dziennie. Rano, przed gimnastyką wypijam szklankę przegotowanej, letniej wody z dodatkiem pszczelego miodu (łyżka stołowa miodu). Picie na czczo płynu, jest bardzo wskazane w przypadku twardego stolca i uczucia niepełnego wypróżnienia. Do szklanki przegotowanej wody z miodem, można dodać sok cytrynowy. Tak przyrządzony napój pomaga profilaktycznie w przeziębieniu.

 

***

 

            Miód pszczeli jest środkiem leczniczym o różnym działaniu. Spośród działań biotycznych na pierwsze miejsce wybija się jego korygujący wpływ na metabolizm komórkowy i układowy. Podkreśla się jego oddziaływanie przeciwbakteryjne, zarówno na bakterie Gram+ jak i na Gram-. Trzecią właściwością, jest jego działanie dedoksygujące, czyli neutralizujące niektóre toksyny i ich pochodne znajdujące się w organizmie człowieka. Miód oddziałuje również na układ immunologiczny człowieka, wpływając na odporność organizmu, podnosząc jego siły obronne w stosunku do czynników chorobowych.

 

***

            Śniadanie moje składa się z granulowanego suszu płatków kukurydzianych, bananów, śliwek, rodzynek, ananasów i jabłek z dodatkami granulowanych, pszennych otrąb z żurawiną. Otręby z żurawiną stanowią doskonałe źródło błonnika, ważnego składnika diety żywieniowej. Korzystnie wpływa na regulacje pracy przewodu pokarmowego. Błonnik, pęczniejąc, zwiększa w żołądku masę spożytych pokarmów, daje szybciej uczucie sytości i zachowuje je dłużej po posiłku. Żurawina korzystnie wpływa na funkcjonowanie dróg moczowych oraz przy dolegliwościach żołądkowych, wywołanych przez bakterie Helicobacer, pylori. Substancje żurawiny wywołują właściwości zmniejszające przyczepność bakterii do ścian dróg moczowych oraz ułatwiają ich wypłukiwanie.

          

**

 

            Przygotowanie takiego śniadania nie wymaga specjalnej umiejętności. Dwie lub trzy czubate, stołowe łyżki owocowego suszu i taką samą ilość granulatu pszennych otrąb z żurawiną, zalać chudym mlekiem, podgrzać i śniadanie gotowe. Dla uzupełnienia kalorii, można dodać kromkę chleba – ciemnego, razowego – posmarowaną ,,Ramą” i dżemem lub miodem. Od dłuższego już czasu spożywam takie śniadanie i jak dotąd, zdrowo się czuję, a śniadanie dobrze mi smakuje.

            Przed południem piję szklankę rozpuszczalnej, naturalnej kawy z dodatkiem mleka, zjadam banana, który zawiera dużo potasu i pomaga pracować sercu, ułatwia także pertalistykę przewodu pokarmowego. Obiad spożywam razem z całą rodziną i jadam, to co wszyscy domownicy. Dbam jedynie o przystawki w rodzaju: surówki z kapusty i owoców, czerwonego buraczka, marchwi, ogórków itp. Lubię kompoty ze śliwek, jabłek, gruszek, moreli i brzoskwini.

            Na podwieczorek wystarcza mi jabłko (odmiany gruszkowej) a w okresie sezonu sięgam po owoce winogronowe i truskawki. Na kolację robię sobie kanapki, smarowane ,,Ramą”, obłożone chudą wędliną, pomidorem lub papryką. Do picia, przygotowuję napój kakaowy ,,Puchatek” z chudym mlekiem. ,,Puchatek” zawiera dużo witamin, między innymi witaminę B12, potrzebną do prawidłowej pracy umysłu i witaminę C wspomagającą układ odpornościowy organizmu. Kolację wzbogaciłem jogurtem Activia. Badania wykazały, że wyjątkowe bakterie Acti Regulares obecne w Activii, przeżywają w żołądku i docierają do jelit. Jogurt Activia pomaga regulować powolną pracę jelit i poprawia komfort trawienny.

 

***

 

            Dieta osoby starszej, to nie jest zestaw skomplikowanych przepisów, to jadłospis każdego, dbającego o zdrowie człowieka. Odpowiednia dieta zwiększa inteligencję i zdolności poznawcze – twierdzą naukowcy. Zalecają ludziom starszym (50 – 70 lat) obfite porcje szpinaku, popijane sokiem pomarańczowym. W tych produktach znajduje się kwas foliowy. Analizy prowadzone przez ekspertów przez parę lat, dowiodły, że kwas foliowy poprawia pamięć seniorów, ma również korzystny wpływ na płynność wymowy. Już wcześniej dowiedziono, że niedobór kwasu foliowego może spowodować kliniczną depresję.

***

gif

 

            Przed snem wypijam 150 gram przegotowanej wody, biorę (20 mg) tabletkę Hydroxyzinum SP, który jest lekiem o działaniu uspakajającym i przeciw lękowym. Jego działanie polega na hamowaniu aktywności, niektórych podkorowych obszarów ośrodków układu nerwowego. Zmniejsza stan napięcia wewnętrznego, uczucie niepewności, niepokoju, lęku, chwiejności emocjonalnej oraz napięcie mięśniowe. Wykazuje właściwości przeciwhistaminowe (działa na tak zwane receptory histaminowe dzięki czemu zmniejsza się świąt) przeciwbólowe oraz przeciwwymiotne. (Lek stosować można wyłącznie z przepisu lekarza i nie można go przekazywać innym osobom). Przesypiam całą noc z wyjątkiem gdy zachodzi potrzeba oddania moczu. Budzę się ran o wypoczęty i rozpoczynam nowy dzień od wypicia szklanki przegotowanej wody z miodem i porannej gimnastyki.

 

 

 

Starszy organizm potrzebuje dowozu witamin.

gif

 

 

 

            Rewitalizacja, termin ten oznacza, przywracanie żywotności, czyli poprawianie niedostatku w funkcjonowaniu organizmu – tak pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Rewitalizacja polega na ingerencji w sfery niesprawności, do których powstania dochodzi nawet mimo stosowania odpowiedniej prewencji. Zmiany starcze i stany starczego niedołęstwa - w większej lub mniejsze mierze – dotyczą całego organizmu. Dlatego też najlepszymi metodami rewitalizacyjnymi są środki i sposoby postępowania o działaniu ogólnoustrojowym, łagodnym i bezpiecznym. 

 

***

 

            Do metod rewitalizacyjnych, które odpowiadają powyższym warunkom, a przy tym cieszą się zaufaniem ludzi w wieku podeszłym, zaliczyć można prawie wszystkie niekonwencjonalne działania terapeutyczne, odpowiednio stosowane mogą one przynieść wyraźną aktywizację umysłową, metaboliczną i ruchową.

 

 

***

 

            Największe zaufanie mam do preparatów: VITA Buerlecithinn, Biovital i Tinetura Ginseng. Nalewka VITA Buerlecithin – w płynie, który zawiera najwięcej naturalnej lecytyny oraz 5 witamin z grupy B. Trzy razy w roku – jesienią, wiosną i w środku lata, kupuje w aptece lub dostaje w prezencie imieninowo – urodzinowym od moich córek, butelkę VITA Buerlecithin w płynie, który zawiera najwięcej witamin (jedna butelka nalewki wystarcza na cały miesiąc), regeneruje moje siły, lepiej słyszę i widzę, pewniej się poruszam (kiedyś miałem lekkie zawroty w głowie), poprawia mi się barwa głosu.

            VITA Buerlecithin – płyn, który jest środkiem tonizującym, wspomagającym procesy zachodzące w komórce, działa pobudzająco na funkcje układu nerwowego, zwiększa siłę mięśni. Zapewnia odpowiedni poziom acetylochoiny we krwi, może zapobiegać arteriosklerozie i w ramach ogólnego osłabienia powoduje wzmocnienie organizmu. Skutki działania VITA Buerlecithin odczuwam już po kilku dniach jego stosowania.

 

            Drugim cennym preparatem jest Biovital, który podnosi witalność, wzmacnia serce, poprawia samopoczucie. Jest preparatem przeznaczonym dla osób dorosłych a szczególnie dla osób starszego wieku, potrzebującym wzmocnienia organizmu. Pomaga zachować dobrą kondycję fizyczną i psychiczną.

 

            Trzecim cennym preparatem, jest Tinetura Ginseng zawierający żeń – szeń, który zawiera związki estroganowe, olejki eteryczne i glikozyty scepaninowe. Działanie żeń – szenia polega na wzmacnianiu psychiki, sił fizycznych oraz obronności organizmu. Wszystkie preparaty – jak na warunki materialne wielu emerytów – są dość drogie, ale na zdrowiu nie warto oszczędzać, bo można je stracić i utracić samego siebie. Mądrość ludowa mówi, ,,że chciwy dwa razy traci” źle żyje i umiera.

 

 

 

Ziołowe leczenie na przeziębienie. 

gif
 

            Znam takie zdarzenie. Na zapalenie płuc zachorowała 84 letnia kobieta. Rodzina wezwała karetkę pogotowia ratunkowego. Lekarz pogotowia zbadał staruszkę i wypisał receptę na lekarstwo. Był niedzielny wieczór i zamknięte apteki. Mimo nalegań rodziny, lekarz chorej staruszki do szpitala nie zabrał. Starsza kobieta w nocy zmarła, chociaż przed zachorowaniem cieszyła się dobrym somatycznym i psychicznym zdrowiem i mogła jeszcze parę lat żyć. Lekarz – ratujący życie – starego życia nie ratował...

***

 

            Ludzie, lat dwudziestych ubiegłego wieku, tyle razy chorowali na grypę, że w porównaniu z innymi chorobami uważają ją za ,,drobiazg”. Często się jednak okazuje, że ten ,,drobiazg” jest na wagę życia. Dla ludzi starszych o zmniejszonej odporności organizmu przeziębienie jest bardzo niebezpieczne.

            Niekorzystne warunki klimatyczne, gwałtowne zmiany aury, znaczne spadki temperatury, jakie występują: jesienią, zimą i wiosną, osłabiają naturalną odporność ustroju. Powoduje to częste występowanie typowych dla tych warunków chorób: przeziębień, katarów, angin, schorzeń płucnych i grypy. Starsze osoby powinny zaszczepić się przeciw wirusowi grypy. Z pomocą w walce z tymi dolegliwościami przychodzi nam przemysł zielarski, produkujący preparaty pobudzające wzrost odporności organizmu. 

***

 

            Biotron C. Głównym składnikiem preparatu jest wyciąg z aloesu, który obok różnych związków czynnych zawiera sporo pierwiastków chemicznych, do których m. in. należą: żelazo, cynk, mangan, magnez i wapń. Sok z aronii wzbogaca cały preparat szczególnie w witaminy (C, B1, B2, B6, K, PP) i mikroelementy (mangan, miedź). Wykazuje on działanie imukosupresyjne, czyli pobudzające lub regulujące mechanizmy obronne organizmu. Bioaron stosuje się w schorzeniach górnych dróg oddechowych, ogólnym osłabieniu i anemii.

            Succus echinacee, jest to sok z ziela jeżówki purpurowej. Preparat ten zwiększa siły obronne organizmu, wykazuje działanie przeciwbakteryjne. Stosuje się go w ostrych infekcjach bakteryjnych i wirusowych oraz jako środek profilaktyczny w skłonnościach do infekcji. Ma on również zastosowanie zewnętrzne w źle gojących się ranach, owrzodzeniach, odleżynach i półpaścu.

            Bardzo przydatnym jest IBUFEN o smaku pomarańczowym, który działa: przeciwgorączkowo, przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Obniża gorączkę ciała, także w przebiegu zakażeń wirusowych. Zmniejsza ból głowy i gardła oraz mięśni.

***
 

            Przeziębienie sygnalizuje swoje nadejście w postaci bólu kości, mięśni i głowy, rośnie temperatura ciała. Nie wolno popełniać grzechu zaniedbania i liczyć na to, że samo przejdzie. Każda choroba zwalczana już w zarodku łatwiej daje się wyleczyć. Osobiście nie lekceważę tych sygnałów i profilaktycznie przyjmuje wyżej opisane preparaty, dzięki czemu już od dłuższego czasu udaje mi się unikać przeziębień i uchronić przed dolegliwościami: anginy, kataru i schorzeń płucnych. Jesienią daję się zaszczepić – przeciwko wirusowi grypy.

 

 

 

Domowa apteczka – konieczna.

 

 

 

            Chciałbym, żeby trochę światła padło na taką małą rzecz, jak domowa apteczka – koło ratunkowe na tonącej łodzi życia. Współistnienie starości i różnych schorzeń powoduje, że lekarz starszej osobie przypisuje wiele leków. Leki na choroby przewlekłe maja dłuższy okres ważności. Wszystkie leki powinny być gromadzone i przechowywane w jednym miejscu. Najlepiej w niewielkiej szafce, zamkniętej na klucz. Domowa apteczka powinna znajdować się w łatwo dostępnym, chłodniejszym, suchym, ale nie nasłonecznionym miejscu. Leki powinny być posortowane i na półkach ustawione według przeznaczenia w leczeniu określonych chorób.

            Leki przechowywane w domowej apteczce dłużej, mogą stać się przeterminowane i szkodliwe, nawet w dopuszczalnej dawce. Dlatego też trzeba okresowo sprawdzać ich ważność, aby zamiast lekiem nie okazały się – trucizną. W każdej domowej apteczce powinno być kilka powszechnie znanych preparatów farmaceutycznych i materiałów opatrunkowych, które przy świadomym i odpowiednim ich zastosowaniu, powinny pomóc w nagłych lżejszych nie domaganiach i w profilaktyce.

            Oprócz starszej osoby – najczęściej – obeznanej w działaniu i stosowaniu leków – na własne choroby – powinna być w domu osoba z odpowiednią wiedzą  - odpowiedzialna za prowadzenie domowej apteczki. Użycie leku, bez znajomości jego działania i bez wskazań lekarza, często może – zarówno nasilić, jak i znieść działanie innego – przepisanego przez lekarza – leku.

            Niektóre starsze osoby ze względu na osłabiony wzrok lub osłabienie fizyczne i psychiczne, mają trudności w przyjmowaniu leków. W takim przypadku zachodzi potrzeba pomocy drugiej osoby. Dobrze jest jeśli w rodzinie znajdzie się ktoś o umiejętności wczuwania się w położenie starszej chorej osoby, wykaże gest opiekuńczy, nie zwleka z podaniem leku, który w danej chwili dla starszej osoby, jest sprawą najważniejszą. Bardzo często rolę takiego opiekuna z empatią wobec babci lub dziadka spełniają wnuczka, albo wnuk, kiedy już są dorosłe – oczywiście.

***

 
 

            Zioła są dobre na choroby przewlekłe i różne preparaty, nalewki i zestawy ziołowe, powinny znaleźć się w domowej apteczce. Starość bywa dotknięta różnymi chorobami, a ich liczba ostatnio wzrasta. Być może wpływ na to mają: nasilające się skażenia środowiska naturalnego, złe żywienie, nadużywanie leków syntetycznych, częste stresy i patologia życia społecznego.

            Większość chorób starszego wieku ma charakter przewlekły i dlatego też zastosowanie ziół w ich leczeniu, jest szczególnie uzasadnione. Zaletą leków ziołowych jest to, że działają one na organizm w sposób najbardziej zbliżony do fizjologicznego. Stosunkowo rzadko bywają przyczyną uczulenia, a ponadto na ogół można je stosować przez dłuższy okres, bez szkody dla organizmu. Prawie we wszystkich chorobach przewlekłych odpowiednie zioła można stosować ogólnie oraz miejscowo – zewnętrznie jako lek wspomagający, osłaniający, uzupełniający, a często także jako lek zasadniczy.

            Leki ziołowe stosowane są również w postępowaniu profilaktycznym i rehabilitacyjnym. Umiejętny wybór metody leczenia – w zależności od rodzaju i okresu schorzenia oraz właściwości ogólnych organizmu – jest zasadniczym czynnikiem umożliwiającym powrót starszego chorego człowieka do zdrowia. Do każdego leku w opakowaniu załączona jest ulotka producenta, w której podane są metody i dawki leku ziołowego w leczeniu.

            Należy też pamiętać o tym, że nawet najbardziej łagodne leki ziołowe, wymagają krótkotrwałych, 7 – dniowych przerw w ich stosowaniu lub nieznacznej zmiany zestawu. Rzadko, ale może się zdarzyć, że wystąpią objawy uczulenia na dany lek ziołowy: wyprysk, pokrzywka, plamica, świądy, zmusza to do przerwania stosowania leku, a po ustąpieniu uczulenia – przed zastosowaniem nowego leku trzeba koniecznie poradzić się lekarza. Ważne jest wiedzieć, że alkohol i papierosy osłabiają skuteczność leczenia ziołowego.

 

 

 

Choroby przewlekłe mają początek i koniec.

gif

 

 

 

            ,,Możesz sobie pomóc jeśli sam sobie pomożesz”. Wiele razy zastanawiałem się, co sam dla siebie zrobić muszę, aby przede wszystkim nie cierpieć bólu? Dziś wiem, że wiele się nauczyłem. Wiele nauczyło mnie życie. Potrafię walczyć o swoje zdrowie.

            Jeśli ma się zdefiniowany cel i chce się go osiągnąć, to znajdzie się sposób na jego osiągnięcie. Najważniejszym celem człowieka jest utrzymanie somatycznego i psychicznego stanu zdrowia. Przy dzisiejszym stanie wiedzy medycznej i farmakologicznej, cel taki jest osiągalny. Każdy – nawet mały – sukces cieszy człowieka, oczekuje on aplauzu od ludzi z najbliższego otoczenia. Sukces w poprawie swego stanu zdrowia przynosi radość życia i uskrzydla człowieka. Sam tego doświadczałem. Nauczyłem się organizować praktyczne działania wokół swego ,,upadającego” zdrowia i udaje mi się osiągnąć małe sukcesy. Najważniejsza jest akceptacja samego siebie i wiara, że coś dobrego, dla swego zdrowia można zrobić. Jeśli moje doświadczenia komuś, kto zechce z nich skorzystać pomogą w poprawie jego zdrowia, to będę mógł uznać moje przesłanie za spełnione.

    

***

            Niektóre choroby, odczuwane w starszym wieku, zaczynają się już w młodości. Od młodych lat odczuwałem ból w prawej części brzucha w okolicy wątroby, przemieszczający się do pleców w kierunku łopatki. Bólowi towarzyszyły często wzdęcia, kruczenie i przelewanie w jamie brzusznej oraz zaburzenia w oddawaniu stolca. Lekarz podejrzewał kamicę pęcherza żółciowego. Po zrobieniu ultrasonografu, okazało się, że pęcherzyk wypełniony jest tylko żółcią i ma kształt – kropli wody na szybie okna. Lekarz orzekł, że jest to dyskineza pęcherzyka i dróg żółciowych.

           W miejsce, w którym przewody żółciowe wnikają do dwunastnicy – powiedział lekarz – jest zwieracz bańki wątrobowo – trzustkowej (Oddiego). Jego istnienie zapobiega przedostawaniu się treści z jelita do dróg żółciowych i trzustkowych. Z drogami żółciowymi jest połączony pęcherzyk żółciowy, gromadzący żółć w okresie między posiłkami – zagęszcza ją. W czasie posiłku pęcherzyk kurczy się, a zwieracz bańki wątrobowo – trzustkowej rozkurcza się i żółć wlewa się pod ciśnieniem do dwunastnicy, ułatwiając trawienie.

            Przyczyną zaburzeń – kontynuował lekarz – występujących w obrębie dróg żółciowych, jest brak synchronizacji, pomiędzy skurczem pęcherzyka, a rozkurczem zwieracza bańki wątrobowo – trzustkowej. Pewne opóźnienie lub zupełny brak skurczu, uniemożliwia wypływ żółci do dwunastnicy. Wypełniony żółcią pęcherzyk daje uczucie bólu. Zwiększenie ciśnienia w drogach żółciowych wywołuje odruchowy ból, podobny w swoim charakterze do bólu kolkowego w kamicy. Gdy szwankuje układ nerwowy, a w szczególności nerwu gładkiego, to wtenczas źle funkcjonuje zwieracz (Oddiego), który działa impulsem nerwu.

            Po tych wyjaśnieniach, lekarz radził mi zmienić tryb życia, znaleźć mniej nerwową pracę. Przypisał psychotropowy lek (Relanium). Jakiś czas brałem Relanium i lepiej się czułem, ale lek można było w aptece nabyć tylko na receptę, a ponadto lekarz ostrzegał przed mogącymi powstać skutkami ubocznymi i radził w dłuższym okresie przyjmować Nerwosol (gotowa mieszanka ziół w aptece do nabycia bez recepty). Być może zabrakło mi cierpliwości (lek ziołowy działa z opóźnieniem) więc z leku tego zrezygnowałem.

            Przestudiowałem literaturę o leczniczym działaniu ziół i w aptece (bez recepty) kupiłem Cholegran. Gotowa mieszanka ziołowa o działaniu: przeciwskurczowo, żółciopędnie, uspakajająco, przeciw wzdęciowo i rozluźniająco stolec. Działanie rozluźniające było dla mnie bardzo ważne, ponieważ zaparcia – przy żylakach odbytu wywoływały ból. Z krótkimi przerwami (7 – dniowymi) przez parę lat brałem Cholegran i czułem się znacznie lepiej.

***   

 

            Równolegle do objawów chorobowych wywoływanych dyskinezą dróg żółciowych, odczuwałem zaleganie pokarmów w żołądku, pieczenie, pobolewanie, odbijanie powietrzem, niekiedy nudności i wymioty oraz brak apetytu. Dolegliwości bólowe nasilały się prawie natychmiast po jedzeniu lub w czasie jego trwania.

            Lekarz skierował mnie na wykonanie zgłębnikowania żołądka i dwunastnicy i zbadanie ich treści oraz wykonanie badań endoskopowych z pobraniem wycinków błony śluzowej do badania histologicznego. Po zapoznaniu się z wynikami badań, lekarz orzekł, że dokucza mi przewlekły nieżyt żołądka. Zalecił dietę z wyłączeniem: tłustych gatunków mięsa i tłustych smażonych ryb, ostrych przypraw, tłustych i topionych serów oraz oleju rzepakowego. Radził dokładnie przeżuwać pokarm – jeść mniej, ale częściej, - spożywać czerstwe pieczywo z pełnego ziarna, drobną kaszę oraz zwiększać w diecie ilość błonnika.

            Lekarz objaśnił mi patologiczne przyczyny powstawania nieżytu żołądka: osłabienie układu nerwowego, przeżywanie stresów, nerwowy tryb życia. Na nieżyt żołądka – powiedział lekarz – najczęściej chorują osoby wrażliwe na bodźce zewnętrzne oraz pełniące kierownicze funkcje publiczne. (Od młodości pełniłem różne funkcje publiczne.) Lekarz znał mnie prywatnie, więc radził mi zmianę pracy i zmianę trybu życia. Zalecił okresowe badania, aby nie dopuścić do choroby wrzodowej, albo choroby raka jelita grubego.

            Po pewnym czasie udało mi się zmienić pracę – na spokojniejszą. Miałem szczęście żyć w zgodnej i kochającej się rodzinie. Żona i córki były ,,balsamem” na moje ,,rany”. Po pewnym czasie chorobowe objawy mojego żołądka złagodniały i nawet przybrałem na wadze.

            Istotna poprawa strawności mojego żołądka nastąpiła jednak – dopiero – po przejściu na wcześniejszą emeryturę oraz po wyprodukowaniu przez przemysł farmakologiczny leku o nazwie Helicid, a następnie leku o nazwie Lanzul. Jedna kapsułka Lanzulu zawiera 30 mg lansoprazolu, który hamuje aktywność pompy protonowej, enzymu błony śluzowej żołądka uniemożliwiającego wydzielanie kwasów żołądkowych. Chroni błonę śluzową przed szkodliwym działaniem soku żołądkowego poprzez zmniejszenie jego ilości i kwaśności. Lek do nabycia w aptece na receptę wystawioną przez lekarza. 

 

***   
 

            W okolicy 50 roku życia podczas snu w nocy obudził mnie ostry ból prawego boku w okolicach nerki. Pomyślałem, że źle ułożyłem się w łóżku i bolą mnie mięśnie. Odwróciłem się na drugi bok i z nadzieją czekałem na ustanie bólu. Kręciłem się w łóżku, obudzona żona zapytała – Zygmunt co tobie jest, że tak się wiercisz, spać nie dajesz? W prawym boku – powiedziałem – czuje ostry ból i nie wiem co się dzieje. Żona zaparzyła herbatę, chodziłem po kuchni i piłem herbatę, ale ból nie ustępował. Żona uznała, że trzeba wezwać karetkę pogotowia ratunkowego. Milcząco zgodziłem się, chociaż pogotowie przerażało mnie... Lekarz pogotowia, nacisnął gdzie trzeba – i powiedział – podejrzewam kolkę kamicy nerkowej. Zabieram pana do szpitala, bo trzeba zrobić rtg i w przypadku potwierdzenia mojej diagnozy, rozpocząć leczenie.

            Badania wykazały: w moczu krwinki a w nerkach złogi kamienia. Podłączono mi kroplówkę z płynami infuzyjnymi, zaordynowano – przeciwbólowe i rozkurczające naczynia moczowe leki. Zalecono – pić dużo płynów, a szczególnie moczopędne wody mineralne. Po tygodniu ,,urodziłem” trzy kamienie w wielkości grochu z bardzo ostrymi wypustkami. Po powrocie ze szpitala, jeszcze przez kilka dni schodził piasek nerkowy o mniejszym uczuciu bólu. Chodziłem po mieszkaniu, popijałem herbatę i po 2 – 3 godz. ból ustępował.

            W literaturze o leczniczym działaniu ziół przeczytałem, że na zwalczanie kamicy nerkowej dobra jest herbata z owoców dzikiej róży, które zawierają: witaminę C, karotenoidy, stanowiące prawitaminę A, flawonoidy, kwasy organiczne, małe ilości witamin: A, B, K, P, PP. Surowiec jest stosowany jako źródło witaminy C w chorobach wątroby i nerek, środek poprawiający smak, uspakajający, i co bardzo ważne – moczopędny.

            Owoce dzikiej róży należy zrywać jesienią, przed jej całkowitym dojrzewaniem oraz przed pierwszymi przymrozkami. Z owoców wyłuskać drobne pestki, pokroić i suszyć w ciepłym i przewiewnym miejscu, ale nie na słońcu. Przebieg suszenia trzeba kontrolować bo witamina C narażona jest na pleśń.

            Do szklanki – lub filiżanki – wsypujemy łyżkę stołową suszu z owoców dzikiej róży, zalewamy ciepłą, przegotowaną wodą (nie może być to wrzątek, bo zabija witaminę C) nakrywamy naczynie i odstawiamy do czasu nabrania przez herbatę żółtej barwy. Z małym dodatkiem  cukru lub słodziku, herbata ma smak soku cytrynowego. Sklepy ,,Biedronka” prowadzą sprzedaż mieszanki z owocem dzikiej róży, jabłkiem i kwiatem hibiskusa.

            Krzewy dzikiej róży, najczęściej rosną przy polnych drogach z daleka od zabudowań i smrodu spalin samochodowych. Przez 3 lata (do pięciolitrowego wiaderka) zrywałem owoce dzikiej róży, suszyłem i trzy razy dziennie piłem herbatę. Dziś kiedy (przy okazji robienie USG w związku z łagodnym rozrostem gruczołu krokowego) urolog oglądając nerki – mówi – nerki ma pan czyste, - cieszę się i myślę – tak ma być.

            Jak przychodził czas zbioru owoców dzikiej róży, gnało mnie coś na te polne drogi. Tam rosły, także krzewy głogu, z którego robiłem wino oraz krzewy dzikiego bzu, z którego robiłem sok (sok z dojrzałego owocu dzikiego bzu pomaga w przeziębieniu). Na polach, daleko od zabudowań można było spotkać różne ptaki i zwierzęta: sikorki, kuropatwy i bażanty, króliki, zające i sarny. Przez lunetkę podglądałem ich życie. Czasem udawało mi się zrobić zdjęcie tych pięknych ptaków i zwierząt.

***

  
 

            Już w młodości zauważyłem na lewej kończynie dolnej, kręte nierównomierne rozszerzenie żył powierzchniowych. Początkowo nie odczuwałem żadnych dolegliwości. Z czasem na nodze pojawiło się coraz więcej krętych, grubych żył i stawały się – przy dłuższym chodzeniu lub staniu bolesne. Lekarz zalecił mi noszenie – dobrze dopasowanej lecz niezbyt ciasnej elastycznej pończochy, którą należało nakładać, na krótko przed wstaniem rano z łóżka, kiedy krew nie spłynie jeszcze do kończyny dolnej. Lekarz zalecił także częste leżenie z nieco wyżej uniesioną chorą kończyną dla ułatwienia odpływu krwi.

            Żylaki nie lubią chłodu, więc nosiłem ciepłe kalesony, a jesienią, zimą i wiosną – podczas oglądania telewizji nogi nakrywałem kocykiem. W tamtych czasach nie było leków na stany zapalne, zastój w mikrokrążeniu i zwiększających wytrzymałość naczyń krwionośnych.

            Z upływem czasu, żylaki pokazały się również na prawej kończynie dolnej. Na moje szczęście w sprzedaży ukazały się elastyczne rajtuzy. Bardzo praktyczne, bo biodra utrzymują je i nie pozwalają się usuwać do dołu i rozluźniać ucisk. Przemysł farmakologiczny wyprodukował Detralex (do nabycia w aptece na receptę) z wskazaniem do stosowania w przypadku uczucia ciężkości nóg, bólu, nocnych kurczy. Detralex leczy objawowo w przypadku nasilenia dolegliwości związanych z żylakami odbytu.

            Powszechnie przyjmuje się, że żylaki nie są uwarunkowane żadną chorobą; jest to wrodzona u niektórych osób wiotkość ścian naczyń żylnych, które powodują, że przebywanie dłuższy czas w pozycji stojącej doprowadza do przeciążenia układu żylnego, przekrwieniem biernym, hydrostatycznym, a w konsekwencji doprowadza do rozciągnięcia ściany naczyń żylnych i do powstania zaburzeń w czynności zastawek żylnych.

            Na podłożu zastoju żylnego dochodzi do odczynu zapalnego ściany naczynia i wytworzenie się w jego świetle skrzepu. Uniemożliwia to przepływ krwi na pewnym odcinku naczynia. Następstwem tego stanu, jest ból wzdłuż przebiegu naczynia, jego stwardnienie, często zaczerwienienie skóry nad okolicą zastoju żylnego oraz obrzęk poniżej zakrzepu stanowiącego przeszkodę dla odpływu krwi. Może też wystąpić podwyższenie temperatury ciała.

            Jeśli zakrzep dotyczy żył głębokich, poza bolesnością samoistną, nasilającą się przy  chodzeniu i poza obrzękiem tej kończyny, w żyłach której wystąpił stan zapalny zakrzepowy, można nic więcej nie zauważyć ani też nie odczuwać żadnych innych dolegliwości. W przypadku zakrzepowego zapalenia żył można zastosować delikatny masaż (zaraz po ustaniu ostrych objawów). Zbyt intensywne masowanie jest przeciwwskazane, ponieważ może doprowadzić do zatoru (zawału np. w płucach). Leczenie prowadzi lekarz – często w postaci zabiegu chirurgicznego. Dobrodziejstwem jest ,,pokładanie się” kilkakrotnie w ciągu dnia na 5 – 10 minut, dla odpływu krwi. Po pewnym czasie można robić ostrożne ruchy czynne i bierne oraz lekką gimnastykę kończyn aby przeciwdziałać nadmiernemu zastojowi krwi w żyłach, które sprzyjałyby nawrotowi zakrzepu. Niedawno ukazał się w aptekach Diosminex, preparat doustny bez recepty, zawierający zmikronizowaną diosminę – substancję, której wielokierunkowe działanie pomaga łagodzić objawy choroby żylnej nóg, a także zapobiega jej rozwojowi. Diosminex wzmacnia ścianki i zastawki żył w kończynach dolnych, chroniąc je przed zastojem krwi i deformacją usprawnia mikrokrążenie i przeciwdziała bólom oraz uczuciu ciężkich nóg. Dzięki wysokiej mikronizacji cząsteczek szybko przynosi ulgę, pomaga również łagodzić obrzęki.

***   

gif

 

            Człowiek mądrzeje, gdy ból odczuje na ,,własnej skórze”, tak było także w moim przypadku. Któregoś wieczoru po umyciu mydłem nóg w czasie wycierania ręcznikiem wzmagał się świąt skóry więc ręcznik przyciskałem do swędzących miejsc. Nim mocniej ręcznik przyciskałem, tym bardziej swędziło. Zdziwiłem się gdy na nodze zobaczyłem mocno zaczerwienioną skórę. Posmarowałem nogę kremem i położyłem się do łóżka. Po dwóch godzinach, świąt złagodniał. Przez noc zaczerwienienie skóry na nodze nie zginęło. Lekarz, - dermatolog – w sposób następujący wyjaśnił mi przyczynę powstawania świądu skóry nóg – Mechanizm świądu skóry nie jest jeszcze dokładnie poznany. Prawdopodobnie powstaje on w następstwie działania słabych, podprogowych bodźców na receptory bólu, które znajdują się w naskórku i skórze. Nasilenie świądu bywa różne. W wyniku zadrapań dochodzi do uszkodzeń skóry, które często ulegają wtórnemu zakażeniu bakteryjnemu.

            Świąd skóry jest postępujący. Wraz z wiekiem coraz bardziej dokucza, a ręce, jakby same kierują się do drapania. Osoby cierpiące na zaburzenia krążenia krwi w kończynach dolnych powinny pamiętać o możliwości zranień i zakażeń w wyniku urazów nóg. Dlatego nie powinny one chodzić boso, gdyż mogą się skaleczyć.

            W przypadku upośledzenia krążenia krwi w kończynach dolnych, niebezpieczne jest drapanie bąbli powstałych po ukąszeniu przez komary i insekty, czy drobnych obrażeń skóry, gdyż może to spowodować wiele trudno gojących się owrzodzeń nóg. Wystrzeganie się drapania skóry, jest niekiedy dla chorego sprawą trudną, gdyż zastój żylny może powodować niezwykle dokuczliwy świąd. Swędzenie zazwyczaj nasila się po długotrwałym staniu i ustępuje po ułożeniu nóg – na kilkanaście godzin (godzinę lub dwie) na poduszce (nie wolno podkładać pod kolana wałka).

            Dermatolog, – na świąd – przypisał Laticort 0,1% - maść, którą smarowałem trzy razy dziennie zaczerwienione na nodze miejsca. Siadałem i leżałem z wyżej ułożoną nogą. Po dwóch tygodniach zaczerwienienie skóry na nodze zginęło. Ponieważ na kupno Laticortu potrzebna była recepta, szukałem leku, którego można nabyć bez recepty. W aptece doradzono mi kupno leku o nazwie Esceven. Lek przeznaczony do tradycyjnego stosowania w takich objawach przewlekłej niewydolności żylnej jak: ból, uczucie ciężkości w nogach, nocne skurcze mięśni łydki, świąd skóry oraz obrzęk. Jak stosować Esceven? Jeden gram żelu (pasek żelu o długości ok. 3 – 4 cm) wcierać w skórę dwa razy dziennie, przez okres dwóch tygodni. Jeśli objawy nasilą się lub nie ustąpią po dwóch tygodniach, to należy skontaktować się z lekarzem.

            Z własnego doświadczenia wiem, że najsilniejsze objawy świądu występują w okolicach kostek nóg. Tam też często pojawiają się małe miejsca zaczerwienienia, których nie wolno lekceważyć. Oprócz Escevenu smarować te miejsca również Laticortem lub Metindolem. Jeszcze jedna uwaga – do mycia nóg z objawami świądu nie używać mydła lub szamponu. Od dłuższego już czasu na świąt skóry stosuję Esceven, częściej ,,pokładam się” z podniesionymi nieco wyżej nogami i nie cierpię na świąd, czy też inne objawy choroby skóry nóg.

***

 

            Nadmierne pocenie stóp występuje często jednocześnie z poceniem dłoni i całego ciała. Zazwyczaj towarzyszy temu nadmierne rogowacenie pięt oraz złuszczenie się – naceracja naskórka, szczególnie zauważane w przestrzeniach międzypalcowych. Zaleganie kału, spowodowane noszeniem nieodpowiednich skarpet, pończoch oraz obuwia, jak również nieprzestrzeganie higieny stóp, powoduje wtórne zakażenie bakteryjne i grzybicze. Wszystko to razem staje się przyczyną nieprzyjemnego zapachu.

            Nogi, a szczególnie stopy starszych mężczyzn atakuje grzybica. Występuje w przestrzeni międzypalcowej stóp, ale może też występować na sklepieniu podłużnym oraz na zewnętrznej i wewnętrznej stronie podeszwy. Zmiany powodują świąd i pieczenie. Występują także zmiany w postaci ognisk rumianowo złuszczające, a niekiedy sączące.

            W zwalczaniu tej najczęstszej grzybicy skóry zasadnicze znaczenie ma profilaktyka, zwalczanie nadmiernej potliwości stóp oraz unikanie drażnienia i mechanicznego uszkodzenia skóry stóp. Po umyciu należy stopy i przestrzenie między palcami dobrze wysuszyć ręcznikiem. W leczeniu, lekarze zalecają różnego rodzaju: maści, płyny i zasypki. 

            Osobiście do walki z grzybicą stóp stosuję lek o nazwie Undofen – atomizer, który ma postać płynu do natryskiwania na skórę i do przestrzeni między palcami. Lek początkowo spowalnia, a w efekcie końcowym całkowicie wstrzymuje rozwój chorobotwórczych grzybów i bakterii odpowiedzialnych za zakażenia określonych regionów skóry stóp. (lek do nabycia w aptece bez recepty)

            Pod wpływem płynu Undofen – atomizer zmniejszeniu ulega zarówno grzybnia jak i zarodniki grzybów. Preparat działa odkażająco, hamuje rozkład potu. Lek należy stosować na umytą i starannie osuszoną skórę, unikać kontaktu z błonami śluzowymi i oczami. Spryskiwać dokładnie zakażone powierzchnie skóry. Zabieg należy wykonywać 2 do 3 razy dziennie, przez okres od 2 do 4 tygodni. Po ustąpieniu objawów choroby, preparat należy stosować przez okres kolejnych 4 tygodni. Zaleca się również spryskiwanie wnętrza obuwia oraz skarpet. Dalsze, codzienne stosowanie preparatu Undofen, pomaga zapobiegać ponownemu zakażeniu stóp grzybicą. Drugim lekiem w zwalczaniu grzybicy skóry stóp, stosowanym przeze mnie jest Laticort 0,1% - maść. Lek bardzo pomaga, szczególnie w przypadku zmian rumieniowo – złuszczających, a niekiedy sączących.

***

 

            Przyczyną powstawania żylaków odbytu (guzków krwawniczych) jest siedzący tryb życia z małą ilością ruchu, połączony z niewłaściwym odżywianiem, tworzącym zaparcia stolca. Żylakom odbytu często towarzyszą objawy zapalne. Przy oddawaniu stolca występują bóle, krwawienie, często pieczenie i swędzenie oraz uczucie palenia w odbytnicy połączone z parciem na stolec.

            Długotrwały stan zapalny żylaków odbytu może doprowadzić do powstania zakrzepów i owrzodzeń oraz rozpadlin i przetok około odbytniczych. Przyczyną stanu zapalnego żylaków odbytu bywa często ochłodzenie, na siadanie na zimnym cemencie, kamieniu, metalu.

            W moim przypadku przyczyna powstania żylaków odbytu były przewlekły nieżyt żołądka i dyskineza przewodu żółciowego oraz towarzyszące tym schorzeniom zaparcia stolca. W podobnym przypadku leczenie prowadzone musi być równolegle wszystkich chorób. Oprócz środków farmakologicznych, podstawową rolę w leczeniu objawów stanów zapalnych żylaków odbytu odgrywa odpowiednie żywienie oraz ruch – gimnastyka, a także higiena okolicy odbytu, np. podmywanie.

            W przypadku, gdy zawiodą wszystkie zabiegi terapeutyczne można sięgnąć po tabletki przeczyszczające Radrex (do nabycia w aptece bez recepty), które wpływają na zmianę postaci mas kałowych tworząc stolec miękki. Sądzę, że dla zdrowia można, co pewien czas sięgnąć po tabletki przeczyszczające Radirex i oczyścić cały przewód okrężnicy i jelita grubego.

            W przypadku stanu zapalnego żylaków odbytu wspomagające działanie mogą mieć np. Rectosel, maść przeciwko hemoroidom. Bardzo pomocny jest lek pod nazwą Detralex – na receptę. Dzięki postępowi w farmakologii i własnemu działaniu nie dopuszczam do stanów zapalnych żylaków odbytu.

          

***

 

            Po pięćdziesiątym roku życia zacząłem odczuwać dokuczliwe mocne bóle mięśni dolnych kończyn. Robiłem lekkie masarze, naciskałem końcówki mięśni i ból ustawał. Któregoś dnia poczułem się źle, i zbadałem puls, który był raz szybszy, raz wolniejszy z przerwami. Lekarz po zbadaniu i zrobieniu EKG orzekł, że mam arytmię serca. Przypisał leki, między innymi Aspargin. Brałem leki i po pewnym czasie arytmia serca minęła, ustały również nocne skurcze mięśni dolnych kończyn.

            Po następnych badaniach lekarz zalecił mi branie leku o nazwie Magnum – skurcz. Lek magnezowy o specjalnie skomponowanym składzie: potas, witamina E, magnez i witamina B6. Lek wykazuje bardzo pozytywny wpływ na prawidłową pracę mięśni, a więc także na prawidłową pracę mięśnia sercowego. Potas uczestniczy w przekazywaniu impulsów nerwowych w układzie nerwowym i mięśniowym, zapewnia prawidłowy przebieg reakcji związanych z kurczliwością mięśni. Witamina E pełni w organizmie człowieka funkcje fizjologicznego przeciwutleniacza, stabilizuje błonę komórkową. Magnez jest katalizatorem ponad 300 reakcji enzymatycznych, przebiegających w organizmie. Między innym reguluje przechodzenie jonów pierwiastków z przestrzeni międzykomórkowej do wnętrza komórki, co wpływa na prawidłową pracę mięśni. Witamina B6 jest koenzymem wielu reakcji zachodzących w organizmie, ma korzystny wpływ na działanie minerałów w tym magnezu. Magnum można nabyć w aptece bez recepty. Wystarczają dwie tabletki leku dziennie. Nie należy przekraczać zalecanej w ulotce dawki do spożycia, bo może mieć efekt przeczyszczający.

***

            Przerost gruczołu krokowego występuje u, co trzeciego mężczyzny w starszym wieku. Znajduje się tuż poniżej pęcherza moczowego, ma wielkość kasztana, jest owalny. Przez jego środek przebiega początkowy odcinek cewki moczowej, zaraz po wyjściu z pęcherza. W starszym wieku gruczoł ten zazwyczaj przerasta i uciska na światło przebiegającej w nim cewki moczowej, powodując narastający opór dla przepływu moczu. Postępujący przerost powoduje narastanie trudności w oddawaniu moczu. Dochodzi do sytuacji zalegania moczu w pęcherzu. Jest on wydalany coraz częściej i w coraz mniejszych ilościach.

            Dla pokonania stawianych przez gruczoł krokowy oporów, musi nagromadzić się w pęcherzu większa ilość moczu, aby ciśnienie śród pęcherzowe wzrosło do tego stopnia, by mogło pokonać opór stwarzany przez gruczoł. Wówczas przeciska się pewna porcja moczu, co równocześnie zmniejsza ciśnienie w pęcherzu i więcej moczu nie może być oddane. Trzeba czekać, aż w pęcherzu zbierze się więcej moczu i ponownie zwiększy się ciśnienie, które przewyższając ciśnienie gruczołu na cewkę moczową, umożliwi oddanie moczu.

            W wyniku zalegania moczu w pęcherzu namnażają się bakterie i w następstwie dochodzi bardzo często do zapalenia gruczołu krokowego. W przypadku zapalenia (nawet nie wielkiego) powiększony gruczoł krokowy ulega dalszemu obrzmieniu. Dochodzi w jego obrębie do wysięku i komórkowych nacieków zapalnych. W opisanych sytuacjach, po przebadaniu i ustaleniu rozpoznania przez urologa, powinno być podjęte leczenie.

            Przyznać się muszę, iż pomimo informacji w telewizji, zlekceważyłem fakt zbyt częstego oddawania moczu. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko, to, że podczas kamicy nerkowej i picia dużo herbaty z dzikiej róży, mocz oddawałem częściej niż zwykle i trochę do tego się przyzwyczaiłem… Podczas dłuższej podróży – z konieczności – wstrzymywałem oddawanie moczu. Wieczorem zauważyłem, że mocz zmienił barwę na kolor mocnej herbaty Lipton i odniosłem uczucie jakby parzył w cewkę moczową. Wzrastało parcie na mocz, a za każdym razem oddawania, mocz stawał się ciemniejszy i bolesny. W nocy często się budziłem, by oddać niewielką ilość moczu, a pieczenie odczuwałem już, także w okolicy pęcherza moczowego.

            Badanie USG wykazało znaczny rozrost gruczołu krokowego i jego ostry stan zapalny. Przez tydzień brałem Furaginum, (lek przeciwbakteryjny, stosowany w zakażeniach dróg moczowych, do nabycia w aptece bez recepty) ale uczucie parcia na mocz i pieczenie przy jego oddawaniu nie ustępowało. Lekarz przypisał mi Nolicin – lek na ostre i przewlekłe zakażenie dróg moczowych wywołane bakteriami wrażliwymi na ten lek. Po siedmiu dniach przyjmowania leku, objawy stanu zapalnego gruczołu ustąpiły.

            Urolog dał mi skierowanie na badanie moczu i krwi. Na moje szczęście wyniki nie wykazały podwyższonego PSA, był to łagodny rozrost gruczołu krokowego. Urolog przypisał mi lek o nazwie Proscar i zalecił systematyczne badania kontrolne przebiegu choroby.

            W ulotce producent zapewnił, że Proscar, przy jego systematycznym spożywaniu w dłuższym okresie czasu wpływa na zmniejszenie objętości gruczołu krokowego. Przez ponad pół roku brałem Proscar, lecz nadal odczuwałem częste parcie na mocz i lekkie stany zapalne gruczołu, które leczyłem Furaginem. 

            Dziś wiem, że wówczas brakowało mi wiedzy i doświadczenia oraz cierpliwości. Gruczoł krokowy był tak ułożony, że przy zachowaniu cierpliwości, mogłem wydalać z pęcherza cały mocz. W przypadku pośpiechu, resztki moczu pozostawały w pęcherzu moczowym i dochodziło do następnych stanów zapalnych gruczołu krokowego.

            Po konsultacji z urologiem, przyjmowałem taki lek o nazwie Proscar – long. Składniki czynne leku działają wielotorowo: pomagają utrzymywać prawidłowy stan gruczołu krokowego, wspomagają oddawanie moczu, chronią organizm przed szkodliwym działaniem wolnych zarodników, dodatnio wpływają na odporność organizmu oraz uzupełniają dietę w witaminę B6 i cynk. Lekiem uzupełniającym okazał się Urinal, który zmniejsza przyczepność bakterii Escherichia – coli do ścian układu moczowego. Ułatwia wypłukiwanie bakterii z dróg moczowych.

            W styczniu 2007 roku ukazał się w aptekach lek o nazwie Hyplafin. Działanie leku polega na zmniejszaniu objętości gruczołu krokowego u mężczyzn i stosowany jest w leczeniu gruczołu krokowego z łagodnym przerostem (lek do nabycia w aptece na receptę). W październiku 2007 r. w aptekach ukazał się lek o nazwie Tamsudil, który powoduje rozkurcz mięśni gładkich gruczołu krokowego oraz cewki moczowej. Tamsudil ułatwia w ten sposób przepływ moczu przez cewkę i całkowite oddanie moczu. Famsudil stosuje się w leczeniu objawów chorób dróg moczowych związanych z łagodnym rozrostem gruczołu krokowego u mężczyzn (lek można nabyć w aptece na receptę).

            Po sześciomiesięcznym okresie przyjmowania Hyplafinu i Tamsudilu, odczułem wyraźną poprawę. Mocz oddaję w całości a więc skończyła się udręka częstego parcia na mocz. Badanie USG wykazują powolne zmniejszanie objętości gruczołu krokowego i nie nękają mnie stany zapalne gruczołu.

            Przez lata doświadczeń, nauczyłem się żyć z objawem łagodnego rozrostu gruczołu krokowego. Dziś wiem jak z taką chorobą sobie radzić. Przede wszystkim należy zachować dużą cierpliwość podczas oddawania moczu. Jeśli nawet ma się uczucie, że nastąpiło całkowite wypróżnienie pęcherza moczowego, to trzeba poczekać, bo często spływa jeszcze niewielka ilość moczu, która spowoduje stan zapalny gruczołu krokowego.

            Pęcherz moczowy i gruczoł krokowy są bardzo wrażliwe na ucisk, ochłodzenie i wilgoć powietrza. Wychłodzenie organizmu wpływa na osłabienie systemu obronnego (immunologicznego) i jeśli w układzie moczowym są bakterie, to na pewno wykorzystują chwilowe ,,uśpienie” komórek odpornościowych i szybko zaatakują przewód moczowy. Warto więc nosić ciepłe kalesony, a wieczorami – podczas oglądania telewizji – nogi otulać ciepłym kocem. Przede wszystkim nie wstrzymywać oddawania moczu, bo to może utrudnić oddanie moczu. W takich przypadkach dobrze robi odkręcenie kurka z wodą lub ułożenie dłoni lewej reki na chłodnym przedmiocie z metalu lub glazury.

***

  

            Gdzieś około siedemdziesiątego roku życia w południowych godzinach poszedłem do przedszkola po wnuka. Zamiast na 1500 poszedłem już na 1400 – pomyliłem godziny. Był czerwcowy, słoneczny dzień, usiadłem na ławkę przy przedszkolu i do 1500 – wystawiony do słońca – czekałem na wnuka. Po południu – jak zawsze – zrobiłem popołudniową drzemkę (sjestę) a gdy podniosłem się z tapczanu zakręciło mi się w głowie, więc położyłem się na tapczan. Wieczorem w łazience, podczas mycia traciłem równowagę, kręciło mi się w głowie, trzymałem się umywalki, ogarnął mnie strach, tym bardziej, że byłem w mieszkaniu sam.

            Noc przespałem spokojnie i rano było już trochę lepiej, więc poszedłem do lekarza i opowiedziałem, co ze mną się działo. Lekarz – również starsza osoba – poprosił mnie o pokazanie czapki, w której do niego przyszedłem. – Panie doktorze – powiedziałem – ja chodzę w gołej głowie, czapki nie noszę. Lekarz wypisał receptę na Virnpocetine i powiedział - ,,W tym wieku w słoneczne i ciepłe dni należy chodzić z nakrytą głową – w czapce, berecie lub jasnym kapeluszu. Najlepiej w południowych, najbardziej nasłonecznionych godzinach, siedzieć w domu, lub na świeżym powietrzu, ale w chłodzie. Stara głowa na słońce źle reaguje, czego pan na własnej osobie doświadczył.” Kupiłem letnią, przewiewną czapkę i gdy świeci ostre słońce nakrywam głowę.

 

***   
 

            Latem w gorące i suche dni oraz zimą, gdy w mieszkaniu jest centralne ogrzewanie, odczuwamy suchość w gardle, uporczywe pieczenie, uczucie jakby w gardle było jakieś obce ciało. Powodują one konieczność ciągłego połykania śliny i chrząkania.

            Nadużywanie alkoholu i palenie tytoniu, a także złe warunki mikroklimatyczne, ruchy suchego powietrza, drażnią błony śluzowe gardła. W postępowaniu leczniczym zaleca się płukanie gardła (rano i wieczorem), które ma na celu oczyszczenie błon śluzowych i zesychającej wydzieliny, która jest dobrą pożywką dla bakterii, które namnażają się tu łatwo i powodują między innymi nieprzyjemny zapach. Roztwory do płukania mogą być z soli kuchennej lub sody – w ilości – jedna łyżka stołowa na szklankę ciepłej wody. W aptece kupić można salemską.

            Płukanie gardła i stosowanie inhalacji, oczyszcza powierzchnię, zwiększa ukrwienie błony śluzowej i pobudza gruczoły do wydzielania śliny. Podczas inhalacji nie tylko błony śluzowe są objęte działaniem leczniczym, ale również: nos, krtań, tchawica, a nawet oskrzela. Zmiany zapalne gardła mogą wystąpić łącznie ze zmianami zapalnymi w nosie, krtani lub w oskrzelach. Zmniejszona w tych sytuacjach drożność nosa, zmusza do oddychania przez usta. Z własnego doświadczenia wiem, że zwilżanie nosa kremem (trzy razy dziennie) znacznie łagodzi objawy suchości w gardle. Jeśli objawy suchości gardła po 3 – 4 dniach nie ustępują – domowe leczenie nie jest skuteczne – należy zgłosić się do lekarza.

 

 

 

Zmysłowa i uczuciowa aktywność.

gif

  
 

            Sprawność umysłowa, podobnie jak fizyczna musi być regularnie poddawana ćwiczeniom treningowym. Ludzie o większej aktywności umysłowej zdolni są do pracy twórczej nawet w późnym okresie życia. Oni też łatwiej przystosowują się do nowych, życiowych sytuacji w tym do własnej starości.

            W profilaktyce trzeba pamiętać o dostatecznym poziomie dopływających bodźców przez poprawę wzroku (okulary), słuchu (dobre aparaty słuchowe).

 

 

            Wraz z wiekiem słabnie ostrość wzroku. Zwykle po pięćdziesiątym roku życia – na ogół w obu oczach – pojawiają się początki starczej zaćmy. Zmętnieniu soczewki nie towarzyszą bóle ani przekrwienie oka, dlatego też w początkowym okresie choroba zwłaszcza, gdy dotyczy jednego oka, może być niezauważoną. Chory zgłasza się do lekarza dopiero wtedy, gdy zaczyna odczuwać zaburzenia wzroku.

            W początkowym okresie rozwoju zaćmy starczej u części chorych korzystnie działają leki przeciw kataraktowe, podawane w postaci kropli ocznych i zaćma starcza nie postępuje jeszcze przez kilka lat. Osobiście stosuję lek o nazwie Catalin, który jest związkiem o strukturze podobnej do barwnika oczu owadów, ksantomatyny z rdzeniem pirofenoksazonowym. Mimo iż przyczyna występowania zaćmy nie została do dziś jednoznacznie wyjaśniona uważa się, że zmętnienie soczewki powstaje na skutek przemiany jej rozpuszczalnych białek w białka nierozpuszczalne pod wpływem substancji chininowych?, powstałych w wyniku nieprawidłowej przemiany aminokwasów aromatycznych. Stwierdzono, że preparat Catalin hamuje działanie substancji chinonowych i zapobiega postępowi zaćmy.

            Jednak u większości osób, zmętnienie obejmuje całą soczewkę i konieczna jest operacja. Ponieważ oczekiwanie na zabieg jest bardzo długie (2 lata) więc nie należy czekać zbyt długo z rozpoczęciem starań o zabieg, który (wiem z własnego doświadczenia) nie jest bolesny.

           

***


 

            Często mamy takie uczucie, jakby coś drobnego wpadło nam w oko. Palcem przecieramy oko, ale uczucie obcego ciała w oku nie ustępuje; więc ponownie palcem przecieramy oko. Takie przecieranie jest bardzo niebezpieczne, bo może być łojotokowe zapalenie brzegowe powiek lub wrzodziejące zapalenie brzegów powiek. W takich przypadkach (gdy swędzi oko) bezpieczniej jest sięgnąć w domowej apteczce po rumiankową herbatę i tamponikiem z wyjałowionej gazy przemywać oko. Jeśli w czasie 2 – 3 dni domowe leczenie nie pomaga należy zgłosić się do lekarza.

            W aptekach można kupić Biolan Ges, żel do oczu, który chroni i nawilża powierzchnię oka, zapewniając długotrwałą ulgę w dolegliwościach spowodowanych przez noszenie soczewek kontaktowych, warunki środowiska (klimatyzowane pomieszczenie, wiatr, powietrze zanieczyszczone przez dym tytoniowy) oraz przez wykonywanie pracy obciążającej narząd wzroku.

 

 

***   
 

            Głuchota starcza jest skutkiem naturalnego procesu starzenia się części nerwowej odbieranej narządu słuchu. Charakterystycznym objawem dla rozwiniętej głuchoty starczej jest trudność w rozumieniu mowy, zwłaszcza w hałasie, w radio i telewizji lub wówczas, gdy rozmówca mówi nie wyraźnie, albo szybko. Leczenie ogólne polega na podawaniu środków hamujących proces starzenia się organizmu np. witaminy A, A + E.

            Zawsze konieczne jest przeprowadzenie indywidualnej oceny słuchu przez lekarza laryngologa. Poprawę słuchu można uzyskać poprzez stosowanie aparatu słuchowego. Obecnie w użyciu są najnowsze – analogowe i cyfrowe aparaty słuchowe. Punkty usługowo – handlowe badań słuchu i sprzedaży aparatów słuchowych znajdują się we wszystkich miastach kraju.

            Aparat słuchowy jest bardzo mały i kosztuje około 2600 zł (600 zł refunduje NFZ) trzeba uważać, bo łatwo go zgubić.

  

            Znam następujący przypadek: Starszy człowiek, pewnego letniego dnia w koszuli z krótkim rękawem, wybrał się na cmentarz, żeby na grobie żony zapalić znicz. Wyjął z ucha aparat słuchowy i schował do górnej kieszonki koszuli. Oczyścił nagrobek, wyniósł śmieci, zapalił znicz i wrócił do domu. Sięgnął do kieszonki po aparat słuchowy, ale kieszonka była pusta. Poszedł na cmentarz szukać aparaciku, ale go nie znalazł. Aparacik, wypadł z kieszonki i razem ze śmieciami wyrzucony został do wielkiego cmentarnego śmietnika.

***    

 

            Uzbroiłem ucho w aparat słuchowy i poszedłem kupić mleko. Idąc ulicą usłyszałem taki delikatny dźwięk: pik, pik, pik. Wszedłem do sklepu i pikanie ustało. Skoro wyszedłem na ulicę znowu usłyszałem: pik, pik, pik. W mieszkaniu pikania nie słyszałem. Wieczorem podczas spaceru znowu słyszałem delikatny dźwięk: pik, pik, pik. Początkowo sądziłem, że takie dźwięki na otwartej przestrzeni wydaje aparat słuchowy. Przeczytałem instrukcję do aparatu słuchowego, w której napisano ,,Twój aparat słuchowy został starannie zaprojektowany, aby był możliwie najbardziej odpornym na zakłócenia. Jednakże postęp techniczny powoduje pojawienie się wielu nowych produktów, które mogą emitować fale elektromagnetyczne zakłócające pracę aparatów słuchowych np.: kuchnie indukcyjne, systemy alarmowe w sklepach, telefony komórkowe, faksy, komputery x – ray, tomografia komputerowa itp.”

            Rzecz polegała na tym, że ja szedłem ulicą jednostronnie zabudowaną domami z otwartą przestrzenią. Dopiero około 100 metrów dalej biegła następna ulica. Przypomniał mi się film, w którym młoda dziewczyna słyszała podobne tikanie, bo miała w głowie guza. Tikanie w uszach zaczęło mnie uwierać jak w bucie mały kamyk.

            Następnego dnia w aptece na stoliku leżał miesięcznik ,,Zdrowie Seniora”. Przerzuciłem kartki i na 20 stronie znalazłem artykuł „ Tajemnica zaczarowanego ucha”. Autor artykułu lek. Marcin Ojrzanowski – między innymi – napisał: Zwiększone z wiekiem upośledzenie słuchu, mimo wysublimowanej aparatury medycznej jaką dysponujemy tajemnica ,,Zaczarowanego ucha”, jak nazywali to schorzenie Egipcjanie, wciąż nie została do końca zbadana i wyjaśniona, ponieważ wrażenia dźwiękowe są interpretowane bardzo indywidualnie. Obok szumu drzew lub odgłosów płynącej wody, chorzy twierdzą, że słyszą np. brzęczenie, gwizdanie, dzwonienie, piszczenie, a nawet tętent końskich kopyt. Uporczywe, natrętne dźwięki często uniemożliwiają po prostu normalne funkcjonowanie. Tego typu utrata kontroli bardzo często prowadzi też do stanów lękowych zwanych potocznie nerwicami, a jeszcze częściej do stanów depresyjnych.

            Na podstawie wnikliwych badań ustalono, że prawdopodobną przyczyną w znacznym odsetku,  jest degradacja części komórek słuchowych w uchu wewnętrznym. Komórki te są odpowiedzialne za przetwarzanie dźwięków na bodźce elektrochemiczne i przekazywanie tych ostatnich do zakończeń nerwowych. Nie mają one zdolności regeneracji, łatwo ulegają uszkodzeniu pod wpływem hałasu, a co w tym przypadku najistotniejsze, ich ilość zmniejsza się z wiekiem, a funkcja pozostałych ulega znacznemu wypaczeniu. Ich natura nie pozwala jednak na leczenie przyczynowe, dlatego właściwie we wszystkich przypadkach, jest ono takie samo i opiera się na psychologicznym zjawisku zwanym habituacją. Jej stosowanie wskazane jest po bardzo wnikliwej diagnozie. Terapia ta jest długotrwała i wymaga znacznych nakładów pracy, zarówno ze strony terapeuty, jak i chorego. Jej celem jest nauczenie pacjenta funkcjonowania z szumem i niereagowania na nie.

            Tak więc – niejako przy okazji – zgłębiłem swoją wiedzę o działaniu aparatu słuchowego i o ,,tajemnicach zaczarowanego ucha”, ale pewien lęk nadal mnie trapił. Wybrałem się po radę do lekarza. Zrządzenie sprawiło, że na ulicy przy lekarskiej przychodni pracowała koparka. Już z pewnej odległości słyszałem warkot maszyny i delikatny dźwięk: pik, pik, pik. Pomyślałem – znowuż to pikanie...

            W miarę jak zbliżałem się do pracującej koparki, delikatny dźwięk: pik, pik, pik stawał się głośniejszy i wyraźniejszy. (Na ulicy w drodze po mleko, czuły aparat słuchowy, zbierał odgłosy pracującej na następnej ulicy koparki. Pozostało do wyjaśnienia źródło pochodzenia tego samego delikatnego pikania wieczorem podczas spaceru. Tego dnia na spacer wybrałem się nieco wcześniej, gdy jeszcze nie paliły się uliczne światła. Nasłuchiwałem, ale żadnego pikania nie usłyszałem. Dopiero z chwilą zapalenia świateł ulicznych znowuż usłyszałem delikatny dźwięk: pik, pik, pik... Do produktów emitujących fale elektromagnetyczne dopisałbym koparkę i oświetlenie uliczne...

 

***   

            Inny jest wiek produkcyjny, a inny wiek emerytalny. Młodzi z pracy wracają do domu. Emeryt cały czas jest w domu i ma inne życie. Osoby pracujące w domu opowiadają o tym, co działo się w zakładzie pracy, o zachowaniu ludzi, z którymi pracują. Emeryt z upośledzeniem słuchu, nie włącza się do rozmowy, bo nie wszystko dosłyszał – o czym jest mowa. Brakuje mu tematu, którym zainteresowałby rozmówców, bo wspomnienia z jego młodości, domownicy już znają na pamięć. Z tego, co mówią w telewizji, słyszy i rozumie ,,piąte przez dziesiąte”. Przy głuchawy starszy człowiek nie słyszy odgłosów domu, czuje się z rodziny wykluczony i to go boli. Trzeba koniecznie gromadzić środki pieniężne i kupić aparat słucho

   

            Aparat słuchowy, okulary i różne protezy – jak na warunki materialne wielu emerytów – są drogie. Mój znajomy dowiedział się, że można mniej zapłacić za szkła do okularów, bo część kosztu ich zakupu pokrywa NFZ. Bardzo się ucieszył, bo liczy każdą złotówkę. Okazało się jednak, że przy zakupie musi przedstawić zaświadczenie NFZ potwierdzające jego prawo do refundacji. Po zaświadczenie musiałby pojechać do w. o. NFZ. oddalonego 80km od jego miejsce zamieszkania. Za bilet PKS zapłaciłby więcej, niż wyniosłaby dopłata NFZ do kupna szkieł okularowych.

 

            Inny znajomy był kierowcą ciężarówki i uległ wypadkowi samochodowemu. Bardzo słabo widzi, na jedno ucho zupełnie nie słyszy, a na drugie słyszy bardzo słabo. Przeżył perforacje jelita i żyje z uszkodzonym kręgosłupem. Otrzymuje 605 zł emerytury. Na same leki wydaje ponad 300 zł. Emerytura jego żony wynosi 500 zł. Ich dochód łączny nie wystarcza na opłatę czynszu za mieszkanie, wodę, gaz, energię elektryczną i na skromną żywność. Na kupno aparatu słuchowego i okularów już nie wystarcza. Oczami i uszami znajomego, jest nieco młodsza od niego żona. Mają swoją godność i o jałmużnę nikogo nie proszą…

 
  

            Według mojej wiedzy, do wielu emerytów i rencistów, szczególnie mieszkających w małych miastach i na wsi, nie dociera informacja o przysługujących pacjentom (emerytom i rencistom) uprawnieniach. Na przykład to, że lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, może wypisać zalecenia na: materace i poduszki przeciwodleżynowe, cewniki, kule i laski, pielucho majtki i sprzęt stomijny. Rzeczy powyższe, pacjent otrzymuje na podstawie Karty Zaopatrzenia Comiesięcznego, wystawionej przez NFZ.

 

***  

 

            Istotnym miernikiem sprawności umysłowej jest pamięć. Ćwiczenie pamięci dotyczy – tak zwanej – pamięci świeżej, umożliwiające zapamiętywanie zdarzeń mających miejsce ostatnio, a słabnącej w pierwszej kolejności oraz pamięci odległej o zdarzeniach sprzed wielu lat. Pamięć trzeba nieustannie ćwiczyć. Na przykład, dzielić się w rodzinie ciekawymi przeżyciami, przeczytaną książką, obejrzanym filmem, sztuką teatralną, wiadomością z gazety. Przypominać sobie ulubione wierne, piosenki, ulubionych piosenkarzy, artystów i pisarzy. Można śpiewać piosenki, które kiedyś wyciskały nam łzy z oczu. Żeby mieć więcej siły i lepszą pamięć, to oprócz terapii ogólnej, można wzmocnić terapię Biosteronem DHEA. Biosteron stosuje się w przypadku uczucia nadmiernego zmęczenia i osłabienia pamięci oraz zdolności koncentracji.

*** 

gif

 

            Do postępowania zapobiegawczego można by zaliczyć dostatecznie wczesną pracę nad swoim charakterem. Wszyscy wiedzą, że z wiekiem narasta skłonność do różnych cech negatywnych takich jak: skąpstwo, monterstwo, łakomstwo, upór, podejrzliwość i inne. Gderanie i utyskiwanie wynika z przeświadczenia, że my – starsi – wszystko lepiej wiemy, niż młodzi. Wszystko lepiej potrafimy zrobić. Zapominamy, że ,,nie było nas, a był las”. Denerwują nas popełniane przez młodych błędy i niektóre zachowania. Często zapominamy ,,co robił wół, jak cielęciem był”. Warto – w okresie pełnego jeszcze krytycyzmu zwracać własną uwagę na przywary swego charakteru i pielęgnować życzliwość dla rodziny, do innych ludzi oraz szacunek dla ludzkich dokonań.

  
 

            Zdarzają się jeszcze przypadki, przywozu pogotowiem ratunkowym do szpitala, starszej osoby z przywiązaną do szyi tasiemką, woreczka z pieniędzmi. Zazwyczaj takie osoby mają duże braki w uzębieniu, zaćmę starczą na oczach i głuchotę. Sknerstwo silniejsze od bycia sprawnym, by uczestniczyć w normalnym życiu.

***   

            Byłem – niezamierzonym – słuchaczem rozmowy, w której przyjaciółka mojej córki Uleńki opowiadała o swoich ,,kłopotach” na styku, synowa i teść. W każdą sobotę – opowiadała – urządzam pranie i proszę domowników, żeby w piątek wieczorem zdjęli bieliznę i wszystkie rzeczy – do prania – wrzucili do kosza na brudną bieliznę i .....?. Teść bieliznę zdejmuje dopiero w sobotę wieczorem. Gdy mu zwrócę uwagę, mówi, że zapomniał – Trzeba było mi przypomnieć – usprawiedliwia się. Po umyciu podłogi, teść przechodzi po mokrej podłodze i zostawia ślady stóp. – Musiał przejść, bo coś pilnie potrzebował – mówi – Jak ugotuję zupę, to jemu zawsze albo jest za słona, albo za kwaśna. Podczas jedzenia zupy siorbie, bo wie, że mnie to denerwuje. Wieczorem, gdy przychodzi czas mycia dzieci, teść zajmuje łazienkę i długo się kąpie. Gdy zwrócę mu uwagę, to się obraża, marudzi, że – do starego wszystko na końcu. Zbiera pieniądze na swój pochówek i nagrobek. Na nic zdają się tłumaczenia męża, że na pogrzeb ZUS wypłaca zasiłek. Wówczas narzeka, że – nawet własny syn – przeciw niemu, że najlepiej umrzeć i nie przeszkadzać.

            Uleńka, przyjaciółce radziła, żeby z mężem zachowaniem teścia bliżej się przyjrzeli, bo melancholia, to też choroba, której nie wolno lekceważyć. Być może teść czuje się zagubionym, niedowartościowanym, chce być w rodzinie kimś równym, potrzebnym, wartościowym. Czasem starszy człowiek zachowuje się jak dziecko – broi – żeby być zauważonym. Starszy człowiek jest też ważny, bo jest w rodzinie i robi coś dobrego, pożytecznego. Być może z mężem jesteście zabiegani, macie swoje potrzeby, zmartwienia i żyjecie obok teścia, zerwały się więzi rodzinne. Cała rodzina potrzebuje ciepła, miłości, przyjaźni i życzliwości. Kobieta w rodzinie musi być piękną i ciepłą, która rozsypuje po niebie gwiazdy i każdemu domownikowi sprawiedliwie rozdaje po jednej... Teść także oczekuje jednej gwiazdy. Z mężem, musicie się nad tym wszystkim zastanowić – powiedziała Uleńka – Przecież razem z teściem będziecie żyć jeszcze wiele lat i trzeba sprawy uporządkować.

Gdy jest miłość i wzajemna pomoc, to życie mniej boli.  
 

            W wieku 55 lat przeszedłem na wcześniejszą emeryturę. Nauczyłem się panować nad moim zdrowiem i wydawało mi się, że wszystko, co najgorsze mam już za sobą, wtedy rodzinę moją zaczęły atakować jedna po drugiej, śmiertelne choroby. Piotr – maż Oleńki (córki) odbywający służbę wojskową, zachorował na ostrą białaczkę limfatyczną.

            Młody człowiek, pełen życia zachorował na raka krwi. Wiadomość o chorobie Piotra wstrząsnęła przede wszystkim Oleńką, ale także całą naszą rodziną. Wiadomo, że rodzice żyją życiem swoich dzieci – nawet, gdy są one już dorosłymi osobami.

            Do czasu osiągnięcia remisji, Piotr przebywał w wojskowym szpitalu w Warszawie. Na dalsze leczenie, skierowano go do szpitala onkologicznego w Łodzi. Początkowo Oleńka (Fiatem 126p ) woziła męża (160 km) na okresowe badania do Łodzi. Po paru miesiącach, gdy skończyła się remisja u chorego powracały bóle węzłów chłonnych, głowy, stan podgorączkowy i konieczność chemioterapii.

            Przerwy w remisji stawały się coraz częstsze. O każdej porze roku – bez względu na pogodę, na półprzytomnego męża, Oleńka ,,Maluchem” woziła na onkologię do Łodzi. Bywało, że chorego w szpitalu zatrzymywano na kilka dni i wówczas Oleńka zostawała z mężem. Na szczęście w Łodzi mieszkała z nami zaprzyjaźniona rodzina, u której Oleńka ,,kwaterowała”, znajdowała pomoc, dobre rady i pocieszenie.

            W Łodzi w tym czasie były częste kradzieże samochodów. Ola, Fiata 126p parkowała na ulicy, niedaleko mieszkania naszych przyjaciół. Pewnej nocy złodziej próbował ukraść naszego ,,Malucha”. Wyłamał zamek, ale silnika nie uruchomił, bo na szczęście Oleńka wyłączyła przewody od akumulatora. W łódzkim szpitalu onkologicznym, krew od chorych do badania pobierano przed godziną 900 rano. We wczesnych godzinach porannych – poza własnym środkiem transportu, - innych możliwości dojazdu do Łodzi nie było, więc kradzież ,,Malucha” byłaby tragedią.

            Cała rodzina martwiła się o stan zdrowia Piotra. O stan psychiczny Oleńki, o to, żeby szczęśliwie dojechali do Łodzi. Z lękiem czekaliśmy na telefon od Oleńki, czy szczęśliwie dojechali, a potem czy chory osiągnął remisję. Osoba chora na ostrą białaczkę limfatyczną ma osłabioną odporność organizmu. Łatwo atakuje go wirus grypy i grożące śmiercią zapalenie płuc. Trzeba było umieć chronić Piotra przed takimi niebezpieczeństwami. Systematycznie podawać choremu leki odpornościowe np. lek o nazwie Echinacea – ratiopharm, soki bogate w witaminy i sole mineralne.

            Istotne znaczenie w prowadzeniu chorego miały, fachowa pielęgnacja (Oleńka była pielęgniarką) i jej współpraca z lekarzem prowadzącym chorego w szpitalu oraz systematyczne podawanie leków. Ciocia Piotra mieszkała we Włoszech i dostarczała siostrzeńcowi niezbędną ilość nowoczesnych leków.

 

***  

 

            Jakby tego było mało, żona moja Maria zachorowała na raka piersi. Opadały ręce, trudno było się pozbierać. Zaczęliśmy żyć nadzieją, że po amputacji piersi, Marię uda się uratować. Teraz do Łodzi na onkologię Oleńka ,,Maluchem” woziła męża i matkę. Robiła, co było w jej mocy, aby ulżyć chorym w ich bólu i psychicznych załamaniach.

            Często zastanawialiśmy się – skąd taka młoda dziewczyna czerpie tyle sił. Oczywiście cała rodzina jej pomagała, ale to ona walczyła z wszystkim i o wszystko. Studiowała fachową literaturę, rozmawiała z lekarzami, stawała się specjalistką pielęgnowania chorych na raka.

            Po sześciu miesiącach następowały przerzuty raka z piersi do kręgosłupa i kończyn dolnych. Chora traciła zdolność ruchową. Następnie rak zaatakował głowę i chora traciła zdolność rozpoznawania – nawet najbliższych jej osób. Pomimo podawania chorej bardzo silnych przeciwbólowych leków, cierpiała ból. Po trzech miesiącach umierania Maria od nas odeszła. Po jej śmierci bardzo długo nie mogliśmy pozbierać się.

            Nadal chorował Piotr. Czas remisji stawał się coraz krótszy. Przez cały rok Oleńka – coraz częściej woziła go do Łodzi na onkologię, gdzie zatrzymywany był na kilka dni w szpitalu. Oleńka w miarę możliwości, starała się być przy łóżku chorego męża. W czasie gdy Piotr poczuł się bardzo źle, na zmianę z jego mamą, dzień i noc czuwały i opiekowały się chorym aż do jego śmierci.

            Osoby z chorobą ostrej białaczki limfatycznej – jeśli nie mają dawcy szpiku kostnego – po czterech lub dziewięciu miesiącach umierają. Piotr z tą groźną chorobą przeżył cztery lata. Oleńka wiedziała, że jej mąż choruje na nieuleczalną chorobę, ale póki żył była przy nim.

            Przeżyliśmy ten trudny dla nas czas, bo żyła wśród nas miłość, a gdzie jest miłość i wzajemna pomoc, wsparcie, życie tak mocno nie boli. Czas goi rany. Pozostaje pamięć o tych, których kochaliśmy.

 

 

 

Opieka instytucjonalna nad starszym pacjentem.

gifgif

 

 

 

            Wśród starszych osób jest wielu cierpiących na choroby przewlekłe, utraciły samodzielność ruchową, i wymagających całodobowej, profesjonalnej pielęgnacji oraz kontynuacji leczenia. W takich przypadkach najlepszym rozwiązaniem, jest pobyt w zakładzie opiekuńczo – leczniczym. Przebywający w ZOL pacjent ponosi koszty wyżywienia i zakwaterowania (70% emerytury lub renty). Uzyskuje opiekę lekarską, (leczenie dietetyczne lub farmakologiczne). Niezbędne konsultacje specjalistyczne, podstawowe badania diagnostyczne. Usługi rehabilitacyjne w zakresie kinezyterapii, oraz fizykoterapii, stymulację do aktywności życiowej metodami terapeutycznymi i psychoterapeutycznymi. Całodobową i kompleksową pielęgnację wynikającą z diagnozy pielęgnacyjnej.

            ZOL zapewnia pacjentom środki farmaceutyczne i materiały medyczne na zlecenie lekarza, a także opiekę w czasie organizowanych zajęć kulturalno – rekreacyjnych.

            W naszym powiecie działa ZOL z pięćdziesięcioma łóżkami. Miejscowy ZOZ cieszy się dobrą opinią, to też jest bardzo długa kolejka oczekujących na przyjęcie do zakładu. Zespół pielęgniarek z lekarzami i całym personelem zakładu, potrafi w stosunkowo krótkim czasie osobę niesamodzielną, usamodzielnić w poruszaniu, spożywaniu posiłków i załatwianiu własnych potrzeb fizjologicznych.

            W ZOL pacjenci zaczynają się czuć wolni, niezależni od drugiej osoby. W sytuacji, gdy występują objawy pogorszenia stanu zdrowia czują się bezpieczniejsi, niż w domu. U starszych osób przebywających w zakładzie rośnie wiara i nadzieje, która ,,czyni cuda”. Czują oni cudowny zapach bezpieczeństwa, zapach obiecujący powrót do zdrowia, do normalnego życia. Rozmowa z pielęgniarką (siostrą) jest dla nich śpiewem skowronka. Szkoda tylko, że tych ,,skowronków” w ZOL jest stanowczo za mało. Państwo ludzi starszych traktuje jak chwasty – jesienią rosnące na poboczu drogi, których nikt nie ścina, bo nadejdzie zima, a ponadto brakuje pieniędzy...

            Na ogół personel medyczny ZOL dobrze radzi sobie w przypadku ,,burzliwych zachowań” podopiecznych pacjentów. Gorzej jest w przypadkach arogancji ze strony członków ich rodzin odwiedzających chorych w zakładzie. Niekiedy osoby, które w domu zaniedbywały chorego ojca lub matkę, teraz wszczynają awanturę – jakby znały się na medycynie – że rodzic jest źle leczony i pielęgnowany. Awanturują się bardzo głośno, żeby wszyscy słyszeli, jak oni bardzo kochają swego rodzica (matkę, ojca, brata, siostrę). Chorzy ludzie, kiedyś przez nich zaniedbywani, teraz mają ,,pracować” na ich dobrą opinię.

            Pobyt, starszego, chorego człowieka w ZOL, jest dla niego szczęśliwym rozwiązaniem w bardzo wielu zdrowotnych i życiowych problemach. W domu ze swoją chorobą i niesprawnością, czuje się dla rodziny ciężarem. O wszystko prosić musi drugie osoby. Nawet jeśli jest częściowo sprawny, to wiele spraw załatwić sam nie może, dla przykładu, rejestracja do lekarz specjalisty, a potem dojazd do niego, wykup leków w odległej aptece, dojazdy na różnego rodzaju badania specjalistyczne i zabiegi terapeutyczne. Są to trudności przez starszego człowieka nie do pokonania, bez pomocy innych ludzi. Pobyt w ZOL tego rodzaju problemy eliminuje.

            W domu, zabiegani pracą ludzie, młodzi nie zawsze dostrzegają doraźne potrzeby chorego. Każda zwłoka, niechęć, lub opóźnienie realizacji jego potrzeb wywołuje u starszego, chorego człowieka poczucie lekceważenie, a nawet krzywdy. W rodzinie zwyczajowo określana jest hierarchia celów, często w kolizji z potrzebami starszej i chorej osoby. W ZOL wszystko podporządkowane jest jednemu celowi, a w realizacji tego celu wszyscy są równoprawni – zrównani w prawach.

            W domu chory starszy człowiek nie czuje się bezpiecznym. Permamentnie o coś się martwi, że jak poczuje się źle, to spóźni się pogotowie ratunkowe. Lęka się, że zabraknie mu leków, albo, że zapomni ich przyjąć lub przyjął za mało. W ZOZ wszystkie te problemy znikają, bo w zakładzie pacjent jest przez cały czas pod fachową kontrolą i opieką pielęgniarki i lekarza.

            W ZOZ, starszy człowiek poznaje nowych ludzi, nawiązują się przyjaźnie, ma rozmówców i słuchaczy, nie czuje się samotny i opuszczony. W czasie sześciomiesięcznego pobytu w ZOZ zdążył się zadomowić i często niechętnie wraca do domu. To zasługa – nie tylko dobrych warunków, ale przede wszystkim wykazywanie dobrej roboty zgranego zespołu, o wysokich kwalifikacjach ludzi pracujących w ZOZ, którzy z wielkim poczuciem odpowiedzialności, z empatią do starszych chorych osób wykonują swoje obowiązki.


 
 

Epilog

 

            W starości bardzo szybko mija czas. Wykorzystujmy go racjonalnie. Nauczyć się musimy tak żyć w otoczeniu, aby sobie oraz innym pomagać i jak najmniej szkodzić. Róbmy w naszym umyśle i sercu miejsce dla rodziny i przyjaciół. Nie pozwólmy odejść miłości i zabrać tego, co kochamy. Znajdźmy sens życia w monotonnej powtarzalności, wynikającej z troski o przetrwania, aby tylko móc przeżyć radość kilka szczęśliwych chwil. Szukajmy czegoś pogodnego, wesołego, śmiesznego, albo nas bardzo interesującego, co odsunie nas – pozwoli zapomnieć – o szarej codzienności, jaka towarzyszy starości.

            To zupełnie naturalne, że nasze organizmy ulegają procesom starzenia. Musimy je jednak opóźniać, próbować łagodzić dolegliwości związane z tym, co nieuchronne. Musimy nadal mieć komfort życia, ale trzeba o to się starać. Korzystajmy z osiągnięć nauki, farmacji i medycyny. Sięgajmy po środki, które uzupełniają braki i niedobory występujące w organizmie, tak, aby być zdrowym i cieszyć się z każdego dnia.

            Żyjmy pełnią życia. Wystarczy się wokoło rozejrzeć, a przekonamy się, że mamy czym nasze życie zagospodarować. Teraz mamy więcej czasu. Powoli uwalniamy się z rodzicielskich obowiązków. Powróćmy do swoich zainteresowań z lat młodości, znajdujmy nowe hobby.

            Dbajmy o swoje ciało, nie zaniedbujmy ćwiczeń gimnastycznych, przebywajmy dużo na świeżym powietrzu, spacerujmy. Kto chociaż raz dziennie się spoci utrzyma swój układ krążenia w odpowiedniej formie. Nasze nerwy stanowią precyzyjny system, którego centrum stanowi mózg. Przewodzą one bodźce czuciowe, wzrokowe, oraz są odpowiedzialne za koordynacje ruchów. Od stanu układu nerwowego zależy nasze samopoczucie fizyczne i psychiczne. Prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego ma istotne znaczenie dla odporności organizmu i stanu zdrowia.

            Nasz organizm funkcjonuje prawidłowo jedynie wtedy, gdy ma dostateczną i odpowiednią ilość materiałów energetycznych dowiezionych do każdej komórki. Tą drogą następuje regeneracja poszczególnych komórek, a więc całego organizmu. W procesie tym bardzo ważną rolę odgrywa odpowiednie żywienie oraz witaminy. Bez witamin nie ma sprawnych życiowo komórek. Odżywiajmy się zdrowo, jadajmy nie za dużo naraz, lecz kilka razy dziennie, w niewielkich ilościach (jedzmy wolno, delektujmy się smakiem potrawy). Jedzmy dużo owoców i jarzyn, unikajmy tłuszczów zwierzęcych.

            Pozostajmy fizycznie i umysłowo aktywni. Ćwiczmy swój umysł, czytajmy możliwie dużo książek, dyskutujmy z przyjaciółmi, uczmy się żyć ze starością. Przyjmujmy odpowiedzialne zadania, pomagajmy rodzinie i mniej zaradnym samotnym osobom. Wyłączajmy za to częściej telewizor, osobiście unikam politycznego zamętu, zwłaszcza w telewizyjnym ,,pudełku”. Z ludźmi ,,księżycowymi, świecącymi światłem odblasku nie obcuję, bo nie mamy sobie nic do powiedzenia. Z ludźmi dobrymi, promieniującymi radością i wewnętrzną słonecznością dobrze się czujemy.






 

 

Bibliografia

gifgifgifgif

 

 

 

  1. Medycyna naturalna pod redakcją prof. dra. hab. med. Kazimierza Janickiego i dra. med. Wojciecha Rewerskiego PZWS Warszawa 1992.
  2. Złamania kości i zwichnięcia. Artur Dziak str. 27
  3. Zdrowe żywienie. Zofia Wieczorek, Chełmińska str. 76
  4. Leczenie produktami pszczelimi. Artur Stojko str. 105
  5. Choroby oczu. Władysław Marcinkiewicz, Teresa Skubiszewska str. 230    
  6. Gimnastyka. Józef J. Siwierski str. 138
  7. Choroby uszu, nosa, gardła i krtani. Bożena Tarchalska – Kryńska, Grzegorz Janczewski str.251
  8. Choroby układu moczowego i męskich narządów płciowych. Kazimierz Janicki, Wojciech Rewerski, Jan Grzybek str.393
  9. Choroby narządu ruchu. Artur Dziak str. 467
  10. Gerontologia i choroby wieku podeszłego. Józef Kocemba str. 586
  11. Choroby skóry. Jan Łańcucki str. 605
  12. Medycyna paliatywna. Jakość życia w aspekcie bólu nowotworowego. Przedmowa prof. dr hab. med. Krystyna de Walden – Gałuszko ,,Medipres”
  13. Ulotki producentów leków:
    1. Furaginum Adamed. sp. z o. o. Pieńeżów.
    2. Prostalong. Zakłady Farmaceutyczne. S. A. Kraków.
    3. Urinal. Walmark. z o. o. Sosnowiec.
    4. Famsudil. Biovenna Pharma. Sp. z o. o. Warszawa.
    5. Hyplafin. Biovenna Pharma.  Sp. z o. o. Warszawa.
    6. Detralex. Przedsiębiorstwo Farmaceutyczne S. A. Warszawa.
    7. Esceven. Herbapol Poznań.
    8. Undofen. Glaxo Smith Kleine Pharmacuticas S. A. Poznań.
    9. Catalin. Mitsubishhi Corporation S. A. Warszawa.
    10. Otręby z Żurawiną. Sante S. A. Kowalski Warszawa
    11. Magnum – skurcz. W. P. Pharma Sp. z o. o. Ostrów Mazowiecki
    12. Dzika róża z jabłkiem. Jeromino Martines Kostrzyń 

 

 

    


Design by flankerds.com